Douma (alqualaure) wrote,
Douma
alqualaure

  • Location:
  • Mood:
  • Music:

Powojenność, rozdział 23

~23~


Ptak z ciężkim westchnieniem zapukał do gabinetu swojego dowódcy. Bynajmniej nie był w nastroju na konfrontację z nim i Gronostaj o tym wiedział. Na salut pułkownika odpowiedział skinięciem głowy i wskazał mu krzesło przed biurkiem.
- Panie generale, w sprawie wczorajszych zdarzeń… - Ptak zawiesił głos.
- Jeśli Obrońca Ludzi podpisze oświadczenie, że postrzał był dziełem przypadku, sierżant Borowik zostanie ukarany za nieodpowiedzialne obchodzenie się z bronią palną i stwarzanie zagrożenia dla innych Wojowników. Karą według kodeksu powinien być dwutygodniowy areszt koszarowy. Pozostali członkowie patrolu i ty, Zielony Ptaku, byliście jedynie biernymi świadkami. Ani nie sprowokowaliście tego zdarzenia, ani nie utrudnialiście działań w jego następstwie.
Ptak popatrzył na niego z zaskoczeniem.
- Jeśli chodzi o prowokację, Obrońca uwolnił demona w wyniku moich ataków – stwierdził ciężko.
- Obawiam się, że na to nie ma paragrafów. Nie przypominam sobie, by istniały przepisy przewidujące taką więź Wojownika z demonem.
- Pani generał Biała Noc też tak powiedziała, jednak słyszałem o przypadkach, by Wojownik zawarł kontrakt…
- Za co grozi kara śmierci. Jednocześnie wstąpienie do armii anuluje wszystkie przewinienia. Nie radzę ci kontynuować tematu, jeśli nie chcesz pogrążyć Obrońcy.
Ptak opuścił głowę. Chciał tylko mieć pewność, że sytuacja była dla niego jasna, ale rzeczywiście czasem lepiej było nie pytać.
- Tak jest, panie generale.
- Masz jeszcze jakieś pytania?
Skinął głową.
- Jaki wpływ te zdarzenia będą miały na mój planowany awans? Bardzo proszę o odpowiedź. – Nie mówił błagalnie czy z nadzieją, ale z rezygnacją, jakby był przekonany, że stracił wszystko, na co pracował od tak dawna.
Gronostaj ścisnął nasadę nosa. W przeciwieństwie do Białej Nocy potrafił sympatyzować się z podkomendnymi, ale istniały pewne granice.
- Zielony Ptaku, czego w wyrażeniu „bierny świadek” nie rozumiesz?
Generał bez trudu dostrzegł nerwowe reakcje mężczyzny: wstrzymany oddech, zaciśnięte na podłokietnikach palce. Westchnął w myślach.
- Mówiąc wprost: potrzebuję adiutanta i lepszego kandydata od ciebie nie znajdę. Awans nastąpi zgodnie z planem. – Ptak odetchnął z ulgą. – Jednak wciąż mnie intryguje, dlaczego tak bardzo chcesz zostać uznanym za winnego?
Ptak zaczął się wiercić na krześle. Rozmowa nie była przyjemna, to było oczywiste, ale Gronostaj nie zamierzał ustąpić. Nie poganiał pułkownika, po prostu czekał.
- Panie generale – zaczął cicho Ptak. – Kiedy w czasie wojny udaliśmy się z Obrońcą Ludzi do Podziemi, zrobiliśmy to z pełną świadomością swoich czynów. Za dezercję płaci się życiem, a jednak zostaliśmy uniewinnieni. Zrozumiałem, że to jest… swego rodzaju kredyt zaufania i w przypadku kolejnego, choćby najdrobniejszego przewinienia stracę wszystko. Dlatego nie rozumiem, jakie powody pan i pani generał mieliście, by uznać mnie za „biernego świadka”. – Kończąc, patrzył generałowi w oczy prawie że wyzywająco.
- Zielony Ptaku, czy ty chcesz ponieść karę? Czyś ty oszalał? Życie ci nie miłe?
Pułkownik opuścił głowę.
- Nie chciałem, by pan tak to odebrał – wydukał.
- Popraw mnie, jeśli się mylę – powiedział kwaśno Gronostaj. – Szmaragdowy Bluszcz znalazł cię na ulicach Miasta Światła. Nie miałeś rodziny, żyłeś z kradzieży i jałmużny. Wstąpiłeś do Akademii w bardzo młodym wieku, ukończyłeś ją ze wzorowymi wynikami i nienaganną opinią. Powiedz mi: nie kradłeś czy po prostu nie dałeś się złapać?
- Nigdy więcej nie kradłem, panie generale. Wreszcie nie musiałem.
- Wstąpiłeś do armii, początkowo służyłeś w Ciężkiej Piechocie, potem otrzymałeś stopień kapitana w Siłach Specjalnych. Wybacz bezpośrednie pytanie, ale co masz poza armią?
Pułkownik milczał.
- Prywatne mieszkanie? Udziały w spółce kupieckiej? Ty nawet nigdy nie poszedłeś na długotrwałe zwolnienie, nie licząc tego wybiegu w czasie wojny. Zatem oświeć mnie, dlaczego chcesz to wszystko zaprzepaścić? Dlaczego w czasie wojny poszedłeś na samobójczą wyprawę, po powrocie z której skrócono by cię o głowę?
- Pan nie myli się, że wszystko, co mam, zawdzięczam armii. Nie chcę tego stracić. Jeśli chce pan znać powody, dlaczego podążyłem za Obrońcą do Podziemi, jest ich kilka. Pomijając osobiste sprawy, jak przyjaźń, panna Perełka, siostra Obrońcy, została porwana, a jako Wojownik przysiągłem chronić mieszkańców Obu Światów. Poza tym nie mogłem pozwolić, by Obrońca Ludzi sam ją ratował. Ona miała być przynętą, Zdrajca chciał jego. Dla dobra armii, gdyby Zdrajca go złamał… - Urwał, krzywiąc się.
- Sam doszedłeś do tego wniosku? – spytał sceptycznie albinos.
- Adiutant Bluszcz to zasugerował.
- Zatem postanowiliście poświęcić się, by mieć pewność, że ten chłopak nie będzie walczył dla Zdrajcy zamiast przeciwko niemu. Doprawdy, co za bohaterstwo.
- Panie generale… - Gronostaj przerwał mu, unosząc rękę.
- Za to zostałeś uniewinniony. Podziękuj generałowi Jaśminowi. Armia pozwala ci zacząć nowe życie, ty się dla niej poświęcasz, orkiestra gra.
- Nie rozumiem, do czego pan zmierza, generale.
- Nawet Biała Noc musiała przyznać, że wykonywanie na waszej trójce wyroku nie leżałoby w interesie armii.
- Wciąż nie rozumiem, dlaczego.
- Teraz mówią o tobie jako o bohaterze, którego potraktowano słusznie i sprawiedliwie.
- Przepraszam, ale kto tak mówi? Do tej pory byłem posądzany o łapówkarstwo lub znajomości.
- Faktem jest, że tych ostatnich nie masz, a te pierwsze bez nich by nie zadziałały. Myślisz, że tak trudno odgadnąć twoje pochodzenie? – Ptak opuścił głowę. – Zasłynąłeś jako ten zwykły chłopak z ulicy, który dzięki sumiennej pracy zaszedł daleko.
- Panie generale, nigdy nie zależało mi na sławie.
- Tobie nie, armii tak. Przypominam ci, że Wojownicy stanowią niewielki odsetek ludności Krainy Zachodnich Wzgórz, a nasze działania mają ogromny wpływ na resztę. Kiedy nastąpi atak, ludzie będą obwiniać Wojowników o śmierć bliskich i zniszczone domostwa, zamiast być im wdzięczni, że nie doszło do większych szkód. Kiedy zwykły człowiek otrzyma miecz, to armia jest winna temu, że rodzina traci kogoś bliskiego. Oni nie rozumieją niebezpieczeństwa, w jakim znaleźliby się bez nas. Postrzegają nas jako oprawców, którzy odbierają im synów i braci, albo aroganckich sobiepanów, którzy nie przejmują się ich losem. Patrzą na nas krzywo i nieprzychylnie. W dodatku lud wie o wojnie, którą rozpętał generał i z którą armia najwyraźniej sobie nie radziła, skoro cywile ponieśli straty. Nie rozumieją natury mieczy i uważają nas za wszechmocnych. Boją się nas i nas nienawidzą. Armii zależy na wizerunku publicznym. Pomyśl, o ile łatwiej odbywałby się nabór, jeśli ludzie chcieliby do nas dołączyć i postrzegaliby nas jako tę lepszą opcję. Dlatego potrzebujemy osób takich jak ty, Zielony Ptaku, takich, którzy byli zwykłymi ludźmi jak oni.
- Chce pan powiedzieć, że dzięki pochodzeniu mam łatwiej?
- Nie. W armii to nie ma żadnego znaczenia, powinieneś o tym doskonale wiedzieć. Inaczej nie otrzymałbym ośmioramiennych gwiazdek razem z Białą Nocą.
- Więc czego tak naprawdę pan ode mnie chce?
- Abyś był wzorowym Wojownikiem, jakim byłeś do tej pory, i dawał tym przykład innym.
Ptak zamyślił się.
- Proszę pana, naprawdę nie spotkałem się jak dotąd z tak drastyczną opinią. Owszem, w odległych osadach, gdzie wielu jest analfabetami i nie utrzymują kontaktu z resztą Zaświatów,  nieszkolonych wojowników nazywa się „opętanymi”, jednak nie słyszałem żadnych komentarzy na ulicach Czerwonego Miasta.
- Zielony Ptaku, doskonale wiesz, że w Czerwonym Mieście mieszkają rodziny Wojowników, a kupcy i rzemieślnicy na nich zarabiają. Spróbuj przejść się ulicami Miasta Światła, Wichrowego Grodu czy Księżycowej Kotliny w pełnym umundurowaniu.
Ptak odwrócił wzrok.
- Nie odwiedzałeś ostatnio Miasta Światła, prawda? – spytał Gronostaj.
- Nie, panie generale. Właściwie byłem tam tylko dwa razy, wkrótce po ukończeniu Akademii.
- Dlaczego?
Pułkownik wzruszył ramionami.
- Byłem tam obcy.
- Dziwisz się?
- Nie, panie generale.
- Wiesz, że Bluszcz udawał się tam regularnie rok w rok, a ja często mu towarzyszyłem? Szukaliśmy potencjalnych Wojowników, którzy podobnie jak ty mieli talent do unikania naboru.
- Wiem o tym, panie generale.
- Chciałbym kontynuować ten zwyczaj. Jeśli chcesz, możesz udać się tam ze mną.
Ptak popatrzył na niego, mrużąc oczy. Podejrzliwie.
- Oczywiście wybór należy do ciebie – dodał Gronostaj.
- Z przyjemnością będę panu towarzyszył – oświadczył. I tak nie mógł odmówić. – Kiedy zamierza pan wyruszyć?
- W najbliższą sobotę, o ile to ci odpowiada.
- Jak najbardziej. Mam założyć mundur?
- Jeśli chcesz osobiście przekonać się o opinii ludzi na temat Wojowników, droga wolna. Nie kieruj się mną, ja wolę płaszcz z kapturem i rękawice nawet w środku lata. Pomijając ochronę przed słońcem, nie chcę utwierdzać ludzi w przekonaniu, że armia przyjmie każde dziwadło.
- Panie generale – obruszył się natychmiast Ptak.
- Przywykłem do tego.
- Ale…
- Ptaku.
- Przepraszam.
Odwrócił wzrok, przypominając sobie swoją reakcję, kiedy pierwszy raz zobaczył Gronostaja. To było w Akademii, kiedy pod koniec lat doskonalących generał rozmawiał z kandydatami na oficerów w swojej dywizji. Ptak po prostu zaczął się gapić. Najgorsze było to, że jego uwagę przyciągały zwłaszcza oczy albinosa. Co prawda jedyną osobą, która tak nie zareagowała, był Obrońca Ludzi. Owszem, przyglądał się generałowi, ale z umiarkowanym zainteresowaniem, niezbyt otwarcie, a kiedy stanął przed nim, traktował go jak każdego innego człowieka. Zaskoczony, Ptak spytał o to przyjaciela. Wciąż pamiętał jego odpowiedź: no co? Albinos, jego organizm nie produkuje pigmentu i tyle. I to właśnie tego tolerancyjnego chłopaka generał musiał nienawidzić.
- Sądzę, że jako mój zastępca powinieneś być świadomy tego, jak postrzegają mnie ludzie – stwierdził po chwili Gronostaj.
Ptak skinął głową.








Aleks stanął na samej krawędzi czarnego klifu i popatrzył w dół na kotłujące się w dole Morze Północne. Wiatr wiał w stronę lądu. Chłopak naparł na niego piersią. Nie zamierzał skakać, nie był idiotą. Zresztą, znając Bezimiennego, to by nic nie dało, poza bardzo nieprzyjemnym podtopieniem. Jeśliby przez przypadek runął do przodu, zawsze zdoła utrzymać się w powietrzu dzięki energii.
W dniu, kiedy zaproponowano mu wstąpienie do armii, generał Jaśmin zapewniał go, że demon nie będzie nic znaczył. Owszem, dla jego przyjaciół to… piętno nie miało znaczenia, ale dla Nocy? Gronostaja? Dla prawa? Chłopak przymknął oczy.
- Wilcze Szczenię.
Obejrzał się przez ramię. Przez chwilę sądził, że to smok go odnalazł – w końcu spotkał go gdzieś w tej okolicy – ale to był głos Wilczycy. Zmaterializowany duch jego miecza siedział obok niego. Zwierzę pokryte czarno-szarym futrem było ogromne, znacznie większe niż przeciętny wilk. Aleks popatrzył w jego łagodne złote oczy.
- Przed czym uciekasz? – spytała Wilczyca.
Chłopak żachnął się.
- Jestem słabym idiotą.
Zwierzę warknęło.
- Daleko ci do słabości pod każdym względem.
- Daj spokój.
- Cieszę się, że nie przeceniasz swoich sił. Pozostało ci nauczyć się je doceniać. – Trąciła nosem jego dłoń. – Masz silnych przyjaciół, Wilcze Szczenię, i masz mnie. Nie byłoby tak, gdybyś rzeczywiście miał ulec Bezimiennemu. – Wilczyca urwała na chwilę. – Ale czymś jeszcze się martwisz, prawda?
Skinął głową.
- Gronostaj przyjaźnił się z Bluszczem. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak bardzo przeżywa to, że nie wie, co się wtedy stało. Ja bym przeżywał, chciałbym wiedzieć. Oskarża mnie, bo to ja ich zaciągnąłem do Podziemi, ale tak naprawdę… On ma prawo wiedzieć. Pewnie jeszcze bardziej mnie za to znienawidzi, ale przynajmniej nie będzie się czuł taki bezsilny.
- Nie byłabym w stanie zdobyć się na aż taką empatię, Wilcze Szczenię – oświadczył kawałek jego duszy.
Chłopak odwrócił się do niej.
- Co?
- Jakie są twoje prawdziwe powody?
- To są… - Warknęła. – Jesteś mną, powinnaś wiedzieć.
- Chcę, żebyś się do nich przyznał.
Chłopak skrzywił się, ale posłusznie odpowiedział.
- Nie wiem, jakim cudem pan Jaśmin namówił Noc, by mnie wzięła na adiutanta. Marszałek dla mnie zrobił wyjątek, dając mi od razu siedmioramienne gwiazdki. W ogóle nie wiem, jak go przekonali, bym dołączył do armii. Choć raz chcę odpowiedzieć za coś na równi z innymi. Wiem, że przysięga wojskowa daje czyste konto, ale to tylko prawo. Zadowolona?
- Chcesz przyznać się do zabicia innego oficera osobom, dla których przestrzeganie prawa jest priorytetem.
- Tak. Może.
- Tak czy nie, Wilcze Szczenię?
- Tak.
- To nierozsądne.
- I co z tego?! Gronostaj zasłużył, żeby wiedzieć. Ja zasłużyłem na jego nienawiść.
- Twoje pragnienie śmierci mnie zadziwia. A jeśli ci wybaczy?
- Chyba w przyszłym wcieleniu.
Wilczyca nie odpowiedziała. Aleks znów zwrócił się w stronę morza.
- Pozwolisz mi powiedzieć o tym Gronostajowi?
- Jako odzwierciedlenie twojego charakteru nie mogę ci niczego zabronić.
- To jest nierozsądne, prawda?
- Nie znam go lepiej od ciebie. Zauważ, że chcesz powiedzieć mu coś, czego nie wyjawiłeś nawet najbliższym przyjaciołom.
- Im tego nie mogę powiedzieć.
- Dlaczego?
- To nie tak, że się boję ich reakcji, ale oni mnie potrzebują jako Obrońcy Ludzi, a nie kogoś, kto zabija własnego mentora, bo uległ demonowi.
- Kiedyś się dowiedzą.
- Tak, ale… nie teraz, dobrze?
Wilczyca skinęła głową i rozpłynęła się w powietrzu. Aleks położył dłoń na rękojeści miecza. Wiatr targał mu włosy, przez co wpadały mu do oczu, ale nie przejmował się tym. Huk fal był hipnotyzujący. Chłopak pochylił się, by popatrzeć, jak biją o brzeg.
- O ile nie wyrosną ci skrzydła, Wilcze Szczenię, ciężar, jaki dźwigasz, pociągnie cię na dno.
Chłopak odwrócił się gwałtownie, zaciskając palce na rękojeści. Nie dobył miecza, pamiętając swoje poprzednie spotkanie ze smokiem, a ten głos z pewnością należał do niego. Aleks poślizgnął się na skale i straciłby równowagę, gdyby nie pomógł sobie energią.
- Pan Słowik – stwierdził, uspokajając oddech. – Zaskoczył mnie pan.
- Proszę mi wybaczyć, to nie było moim zamiarem. – Chłopak skinął głową. – Smok życzył sobie, bym powitał pana takimi słowami.
Aleks odstąpił na bezpieczną odległość od urwiska.
- Smok? Rozmawiał pan z nim?
Z właściwym sobie pogodnym uśmiechem Słowik skinął głową.
- Dość często odwiedzam moich skrzydlatych braci.
Chłopak nie odpowiadał przez dłuższą chwilę.
- Nie zamierzałem skoczyć – wyjaśnił.
- W to nie wątpię, panie adiutancie. Nie sądzę też, by smok mówił dosłownie.
- Tak, ja też nie.
- Mógłbym pana spytać, co pana tu sprowadza?
Niby zwyczajne uprzejme pytanie, ale…
- Długo by mówić.
- Domyślam się, że to nie z polecenia pani generał pan tu przybył?
- Nie. – Przygryzł wargę. – Nie powinienem był opuszczać Czerwonego Miasta, wiem o tym. Tylko wolałem przez jakiś czas nie pokazywać się Nocy.
- Naprawdę wątpię, by pani generał zrobiła coś niedopuszczalnego przez kodeks.
- Tak, tylko… - urwał, czochrając sobie włosy.
- Z kolei przedłużająca się nieobecność tylko pogorszy pańską sytuację.
- Wiem o tym. Chodzi o to, że pokłóciłem się z Nocą i Gronostajem o zdarzenia w Podziemiach w czasie wojny. To nie ma nic wspólnego ze służbą.
- Obawiam się, że ma bardzo dużo. – Głos Słowika stwardniał. Aleks poczuł się jak uczeń karcony przez nauczyciela za bójkę. – Z całym szacunkiem, panie adiutancie, stopień zobowiązuje pana do pozostawania w Czerwonym Mieście w godzinach służby, bez względu na okoliczności. Nie może pan samowolnie opuszczać posterunku. Ponadto zwłaszcza pani generał będzie osądzała pana po czynach, a nie słowach, które padły przed nimi.
Aleks zamyślił się przez chwilę. Słowik z pewnością miał rację, tylko że opuszczenie stanowiska wydawało się bardzo błahym wykroczeniem przy śmierci Bluszcza. Oczywiście nie mógł powiedzieć o wszystkim Słowikowi, ale bardzo chciał choć trochę wyjaśnić, w czym rzecz.
- Proszę pana, to naprawdę nie jest mój największy problem – powiedział, uśmiechając się przepraszająco. – W czasie wojny zrobiłem coś, za co powinienem był stanąć przed sądem. Właściwie to kilka rzeczy. O niektórych Noc wie, inne sama widziała, ale… ale zrobiłem jedną naprawdę potworną rzecz. Nie było świadków, nikt nie ma na to dowodów, ale Noc i Gronostaj to podejrzewają, zresztą pewnie nie tylko oni. W każdym razie doszło do tego, że Gronostaj prawie otwarcie mnie o to oskarżył… - urwał, przygryzając wargę.
- Jak rozumiem, chce pan się przyznać, by wszystko wyjaśnić? – spytał rzeczowo Słowik. – Doskonale pan wie, że w momencie złożenia przysięgi wojskowej wszystkie pańskie przewinienia uległy przedawnieniu. Fakt, że przyznaje się pan dopiero teraz, generał Gronostaj może odebrać jako kpinę.
Aleks zawahał się. Nie pomyślał o tym. Właściwie w ogóle nie myślał o dyplomatycznym rozwiązaniu.
- Nie mogę dłużej tego przed nim ukrywać. Ta sprawa w pewnym sensie dotyczy właśnie jego.
- Nie da się zaprzeczyć, że adiutant Szmaragdowy Bluszcz był jego bliskim przyjacielem.
Aleks popatrzył na Słowika ze zgrozą. Teraz wiedział, że powiedział za dużo, każdy głupi by się domyślił, w czym rzecz. Śmierć Bluszcza była jedyną niewyjaśnioną tragedią z udziałem Obrońcy Ludzi. Aleks otworzył usta, by jak najszybciej obronić się przed oskarżeniami, nie jakimiś wymówkami, po prostu by zachować twarz… Ostre słowa jednak nie padły. Słowik przyglądał się mu, jakby czekał na ciąg dalszy. Tyle że Aleks nie miał ochoty więcej się odzywać, co mężczyzna dostrzegł.
- W opowieściach o dzielnych mężach i wielkich czynach, o odwadze, prawości i przyjaźni, w historiach, które mają nauczyć nas, jak żyć, postępując rozsądnie i sprawiedliwie, stanąłby pan przed generałem ze strachem, ale i determinacją, i otrzymałby pan przebaczenie, gdyż jest pan prawym człowiekiem.
Aleks odchrząknął.
- Świat nie jest piękną opowieścią – zauważył ostrożnie.
- Dlatego też nie liczyłbym na to, że generał Gronostaj panu przebaczy.
- Wiem o tym. Nawet się nie łudziłem.
- Będzie miał pan szczęście, jeśli wyzwie pana na prawomocny pojedynek. Wtedy sprawa trafi do samego marszałka i z dużym prawdopodobieństwem generałowie się dowiedzą, ale nie będą mogli ingerować przez kodeks honorowy. Jednak nie sądzę, by generał Gronostaj zdecydował się na takie rozwiązanie. Raczej postąpi, jak na szachistę przystało. Poruszy kilka figur, zablokuje panu możliwości ruchów. Wreszcie uderzy, gdy pan najmniej będzie się tego spodziewał. – Aleks zadrżał. Słowik zbyt dobrze potrafił nadać swojemu głosowi odpowiedni ton. – Dodatkowo pani generał prawdopodobnie udzieli mu wsparcia. Jest pan tego świadomy, prawda?
Chłopak skrzyżował ręce na piersi.
- Nie byłem, ale dziękuję, że mi pan powiedział – odparł.
- Nadal nie zmieni pan postanowienia?
- Dlaczego pan mnie do tego przekonuje?
- Pan umie walczyć z przeciwnikiem twarzą w twarz, widząc jego ruchy i czując jego energię. W tym wypadku nie pozna pan nawet, kiedy odniósł pan śmiertelne rany.
- Więc od nich umrę i będziecie mieli problem z głowy.
Słowik wyglądał na zasmuconego.
- Znam wiele pieśni – powiedział nagle. – Opowiadają o wielkich czynach szlachetnych ludzi i tylko o tym. Teraz wyraźniej niż dotychczas widzę, dlaczego.
- Co pan ma na myśli?
- Proszę się nie przejmować, po prostu myślałem na głos.
Zaintrygowany, Aleks popatrzył na niego przeciągle, Słowik nie odzywał się więcej.
Ciemny klif, huk morza, a przede wszystkim powitanie Kryształowego Słowika coś chłopakowi przypomniały. Coś, co miał przemyśleć dogłębnie i o czym całkiem zapomniał. Teraz nadarzyła się okazja i Aleks bardzo chętnie oderwałby się od zdarzeń z udziałem Ptaka i Bezimiennego.
- Panie Słowiku, nazwał pan smoki braćmi – zaczął ostrożnie. – Jak dobrze pan je zna?
- Znacznie lepiej niż przeciętny człowiek, panie adiutancie. – To niewiele mówiło, przeciętny człowiek nawet nie marzył o spotkaniu smoka.
- Tak się zastanawiałem, czy nie wie pan przypadkiem, kogo smoki nazywają „Srebrnym Językiem”?
- Smoki nazywają ludzi ich prawdziwymi imionami, nie tymi nadanymi im przez ich bliskich. Niemożliwością jest odgadnąć to imię, jeśli nie zna się bardzo dobrze danej osoby.
- Więc wie pan czy nie?
Słowik popatrzył na niego z zainteresowaniem.
- Dlaczego pan o to pyta, panie adiutancie?
- Kiedy spotkałem smoka w czasie tej akcji na północy, powiedział, że mogę poprosić o pomoc „ich brata Srebrnego Języka”, ponieważ „usłyszał podobne słowa”. Zastanawiałem się, kim on jest.
Słowik przyglądał się chłopakowi przez dłuższą chwilę, jakby coś rozważał. Wreszcie powiedział:
- To mnie smoki nazywają Srebrnym Językiem, ale nie spotkałem się jeszcze z tym, żeby pozwalały komuś szukać pomocy w zrozumieniu ich słów. Jak dokładnie smok to sformułował?
Aleks powtórzył słowa najlepiej, jak mógł. Zdążył zapomnieć sporo szczegółów, za co był na siebie zły. Kiedy upewnił się, że to przekonało Słowika, powtórzył rady, słowo w słowo. Akurat one bardzo dobrze wbiły mu się w pamięć.
- Prawdę powiedziawszy, to są jedne z bardziej niejasnych wieszczeń, jakie słyszałem – przyznał Słowik, gdy chłopak skończył mówić. – Jak pan sądzi, do czego one się odnoszą?
Aleks poczochrał sobie włosy.
- To o wilku i jagnięciu bardzo pasuje do ratowania Perełki z Podziemi, a nawet jeśli nie, nigdy nie oczekuję niczego w zamian za pomoc. Co do reszty, nie mam pojęcia.
- Jest pan przekonany, że to pana smok nazwał „wilkiem”? – spytał powoli Słowik.
- Tak, raczej tak. Przecież widział pan ducha mojego miecza, a smok nazywał mnie Wilczym Szczenięciem.
Mężczyzna uśmiechnął się do własnych myśli.
- Nie twierdzę, że jest pan w błędzie, ale proszę też rozważyć możliwość, że to pan jest jagnięciem.
- A kto wilkiem?
- Nie posiadam aż tak rozległej wiedzy.
- Czyli co? Mam pamiętać, by się odwdzięczyć komuś, kto mnie uratuje?
- Niekoniecznie. – Słowik westchnął. – Być może powinienem był to wyjaśnić na początku. To, co smoki nazywają radami, jest tylko komentarzami na temat zdarzeń, które obserwują. Smoki nie rozumieją ludzi i komentują ich postępowanie w sposób zrozumiały dla siebie, tak jak ludzie nigdy nie pojmą smoczych myśli. Uważam, że w żadnym wypadku nie może pan z całym przekonaniem stwierdzić, że coś, o czym wspomniały, już miało miejsce i można zapomnieć o ich słowach. Tak samo nie można ślepo kierować się ich radami, próbując naprostować każdą możliwą sytuację według ich słów. Takie postępowanie zgubiło niejednego. Powinien pan zaakceptować, że nigdy pan się nie dowie, jakie zdarzenia smok miał na myśli, o ile on sam nie stwierdzi tego dosłownie. Na to bym nie liczył.
- Rozumiem. Nie zamierzałem tak robić, po prostu te „rady” nie dają mi spokoju, poza tą pierwszą.
- Przechodząc dalej, mogę się tylko domyślać, co smok nazwał „dzikimi bestiami”.
- Co takiego?
- Smoki są w stanie zajrzeć w głąb ludzkich umysłów i dostrzec duchy mieczy, a te nierzadko przybierają postać drapieżnych zwierząt.
- Więc chodzi o to, bym żył w zgodzie z innymi Wojownikami?
- Być może. Chciałbym tu zauważyć, że to niekoniecznie pan musi zabiegać o zgodę. – Chłopak popatrzył na niego pytająco. – Czy generał Biała Noc nie wykonała wielu gestów świadczących o tym, że chce pozostać z panem w przyjacielskich stosunkach?
Aleks przypomniał sobie ich prywatne rozmowy, słowa Nocy, gdy oddawała mu guziki z gwiazdkami generała… Tylko że Kryształowy Słowik nie miał prawa o tym wiedzieć.
- Co pan ma na myśli? – spytał czujnie.
- Choćby to, że dała panu rewolwer, który należał do jej narzeczonego.
Aleks rozdziawił usta, bezwiednie sięgając po broń.
- Noc ma narzeczonego? – wydusił pierwsze, co mu przyszło do głowy.
- Niestety adiutant generała Czerwcowy Wiatr odszedł z tego świata ponad trzydzieści lat temu, zanim doszło do ślubu.
- Zaraz, Czerwcowy Wiatr?  On?! – Słowik skinął głową.
A Jaśmin wciąż nazywa Noc „Panienką”… Od samego początku to przezwisko wyglądało chłopakowi na bezpodstawne droczenie się z Nocą, ale teraz wydało mu się prawie okrutne.
- Nie miałem o tym pojęcia – przyznał cicho.
- To nie jest tajemnicą, choć pani generał bardzo niechętnie o tym mówi.
- Bardziej niechętnie niż zwykle?
- Dużo bardziej.
- Nie będę jej wypytywał – zapewnił chłopak. – Ale jaki w tym sens, skoro nic o tym nie wiedziałem? Jakim cudem to ma być wyciągnięciem ręki na zgodę? – Wrócił do poprzedniego tematu.
- Pierwszym krokiem do osiągnięcia jakiegokolwiek celu jest przekonanie samego siebie. – Słowik uśmiechnął się. – Czy pani generał nie zmieniła do pana swojego nastawienia po tym, jak odkrył pan swoje pochodzenie? – spytał nagle.
- Nie, nie wydaje mi się – odpowiedział Aleks, lekko zdziwiony. – To znaczy, na samym początku nam się nie układało, a potem było coraz lepiej… Nawet nie zauważyłem, by była zaskoczona, kiedy zobaczyła guziki mojego taty.
- Kiedy to było?
- Jakiś tydzień czy dwa po mojej przeprowadzce. – Wzruszył ramionami.
- W takim razie nie dziwię się, że nie była zaskoczona… - powiedział Słowik w zamyśleniu.
- A dlaczego Noc miałaby przez to zmienić swoje nastawienie do mnie?
- Nigdy nie darzyła generała Jesiona sympatią – odparł zdawkowo mężczyzna.
- Dlaczego?
- Powiedzmy, że jego charakter potrafił być uciążliwy.
Aleks parsknął.
- Mnie pan to mówi? „Uciążliwy” to mało powiedziane.
Rozmowa się urwała, czego chłopak nie miał Słowikowi za złe. Zamyślił się. Chciał, żeby to była miła… właściwie jakakolwiek odskocznia od skomplikowanej sytuacji w Czerwonym Mieście, ale ta sprawa okazała się równie zagmatwana. Noc dała mu pistolet swojego narzeczonego? Który w dodatku zginął tuż przed ślubem? Przecież to musiał być dla niej skarb. Aleks na jej miejscu nikomu by go nawet nie pokazywał. Oczywiście zakładał, że to był dobrowolny związek, a nie polityczny sojusz, co byłoby nawet w stylu Nocy. Nadal pistoletu zmarłego narzeczonego nie powinno się oddawać ot tak. Co prawda Słowik wspomniał, że Noc chciała tym gestem przekonać samą siebie…
Wspomniał też jego imię: adiutant generała Czerwcowy Wiatr. Odszedł na Drugi Świat trzydzieści lat temu, czyli wtedy, kiedy zaginął jego ojciec. Imię tego Wojownika pojawiło się w biografii jego i generała Gwiezdnego Blaska, był adiutantem tego drugiego, zginął w czasie tej akcji. To by wyjaśniało, dlaczego Noc miałaby zacząć traktować Aleksa inaczej, gdy dowiedziała się o jego pochodzeniu, ludzie często obwiniali tych, którzy przeżyli, o śmierć bliskich. Tylko że tu chodziło o Noc. Obiektywną, sprawiedliwą, nieulegającą emocjom Noc.
Noc, z którą czekała go przeprawa na zupełnie inny temat, gdy tylko Aleks wróci do Czerwonego Miasta. A jeszcze wcześniej z Gronostajem. Rozpraszanie się było jednak złym pomysłem.








Chłopak zapukał cicho do znajomych drzwi gabinetu Ptaka. Pułkownik powinien już wrócić z przerwy obiadowej. Nie pomylił się, zaraz odpowiedziało mu krótkie „proszę”.
- Obrońca. – Ptak wyprostował się za biurkiem i odsunął na bok papiery. – Co pani generał zdecydowała?
- Chyba ty wiesz lepiej, nie? – Chłopak poczochrał sobie włosy. – Nie byłem jeszcze w gabinecie, zresztą, nieważne. Gronostaj jest u siebie?
Ptak ostrożnie skinął głową.
- Nie radzę ci…
- Tak, wiem. – Aleks oparł się o biurko. – Ile on wie?
- Nic. Nikt, oprócz ciebie, nie wie, co się wtedy zdarzyło.
- A czego się domyśla?
- Nie mam pojęcia. – Pułkownik popatrzył na niego przepraszająco.
- Nigdy wcześniej nie pomyślałem, jak okrutne to było wobec niego - powiedział cicho Obrońca, wyraźnie zamyślony.
- Okrutne?
Nie odpowiedział, tylko skierował się do wyjścia.
- Zaczekaj – zawołał za nim Ptak. Aleks odwrócił się niechętnie. – Skoro już tu jest, chciałbym załatwić wszystkie formalności. To zajmie tylko chwilę. – Z wahaniem chłopak skinął głową i podszedł do biurka.
Pułkownik podsunął mu niezbyt długi dokument. Aleks rozpoznał jego charakter pisma. Przeczytał szybko tekst. Oświadczenie, że został raniony nieumyślnie, w skutek nieszczęśliwego wypadku.
- Nie musisz tego podpisywać – zastrzegł Ptak. – Jednak Borowik należy do mojego pułku, znam go, jest dobrym człowiekiem…
- Wiem – uciął chłopak, sięgając po pióro. Zmusił się do uśmiechu. – Nie obwiniam go za to, co się stało, serio.
Ptak odetchnął z ulgą, patrząc, jak chłopak całkiem wprawnie kreśli swój podpis.





Gronostaj podniósł głowę, słysząc pukanie.
- Wejść – polecił krótko. Była bardzo niewielka szansa, że to był ktoś, kogo taka nieuprzejmość by uraziła. Widząc Obrońcę Ludzi, zmrużył oczy.
Chłopak zatrzymał się w progu, zebrał się w sobie, zasalutował i podszedł do biurka. Gronostaj z satysfakcją zauważył, że unikał jego wzroku.
- Panie generale, chciałbym przeprosić za moje zachowanie w czasie naszej poprzedniej rozmowy – powiedział cicho.
Albinos zmrużył oczy. To było bardzo rozsądne zagranie, ale zbyt toporne, by Noc za tym stała. Co prawda, nawet jeśli ona była pomysłodawcą, Obrońca Ludzi mógł po prostu niezręcznie wykonać jej wolę.
- Jak rozumiem jesteś tu z polecenia pani generał? – spytał Gronostaj, krzywiąc się. Nie miał ochoty na rozmowę  z chłopakiem, ale druga okazaja, by mu to dobitnie wyjaśnić w cztery oczy, mogła się nie powtórzyć.
- Nie, panie generale. – Obrońca tylko odrobinę zawahał się przed dodaniem tytułu. – Jeszcze z nią nie rozmawiałem, wyszedłem zaraz po panu. – Odwrócił wzrok. To było niedopowiedzenie.
- Dlaczego zatem spotkał mnie zaszczyt rozmowy z tobą?
Chłopak skrzywił się. Nie odpowiadał przez dłuższą chwilę, zaciskając pięści. Nie wyglądał na rozgniewanego. Trochę szkoda, sprowokowanie go byłoby dość satysfakcjonujące.
- Chciałbym wyjaśnić, co się stało wtedy, w Podziemiach, żeby już nie było niedomówień. Jeśli pan chce wiedzieć. – Gronostaj powoli skinął głową. To był ryzykowny temat, generał nie był pewien, czy starczy mu opanowania, by wysłuchiwać, jak chłopak bagatelizuje te zdarzenia, ale musiał korzystać z okazji.
- Czego pan się domyśla? – Obrońca grał na czas, jakby naprawdę trudno mu było o tym mówić.
- To nie ma znaczenia. Faktem jest, że mój przyjaciel nie żyje głównie z twojej winy. – Oskarżanie go wprost mogłoby tylko zaszkodzić. Gronostaj zdecydował się na cierpkie sugestie, choć wiedział, że chłopak był na nie wybitnie odporny.
- Tak, to prawda – zgodził się Obrońca. Zerkał na Gronostaja wyczekująco. Czego chciał? Albinos zmrużył oczy.
- Byłeś świadkiem śmierci mojego przyjaciela? – zaryzykował pytanie.
- Tak. – Chłopak wyraźnie zmuszał się do mówienia. Kto mu kazał, jeśli nie Noc?
Ta rozmowa już nie sprawiała satysfakcji, ale Gronostaj zacisnął zęby, powtarzając sobie, że musi poznać prawdę, jest to winien Bluszczowi.
- Zatem słucham – mruknął niechętnie.
- To zdarzyło się zaraz po tym, jak pokonałem Kruka. – Chłopak znowu zawiesił głos. Gronostaj miał ochotę bardzo dobitnie wyjaśnić mu, dlaczego takie zachowanie go złości, kiedy coś go tknęło.
- Po?
Chłopak skinął głową.
- To ja go zabiłem.
Generał milczał. To była kpina. Musiała być. Ten dzieciak obraził pamięć Bluszcza, który bezinteresownie poświęcał mu swój czas. Bezczelny, niewdzięczny… Gronostaj popatrzył na niego ze zgrozą, nie dowierzając, że można być aż takim egoistą. Nie odezwał się, nie miał niczego do powiedzenia.
W głuchej ciszy chłopak zasalutował i wyszedł.



Kiedy Aleks wrócił do swojego gabinetu, rozsuwane drzwi były uchylone, a zza nich dobiegał podniesiony głos Gronostaja, któremu odpowiadał znacznie cichszy i spokojniejszy, należący do Nocy. Chłopak stanął pośrodku pomieszczenia, czując wzrastającą panikę. Mógł walczyć z generałem. Mógł się z nim wykłócać, jednak nie potrafił odpowiedzieć na nóż wbity w plecy. Czując, że powinien się wtrącić, podszedł do drzwi, ale zrezygnował. Oparł się o ścianę obok nich i uderzył w nią głową. Był naiwny, sądząc, że Gronostaj doceni jego wyznanie. Głupi, zaśmiał się demon w jego głowie. Aleks ponownie uderzył nią o ścianę. Tym razem zabolało. Ochłonąwszy nieco, spróbował uspokoić oddech i wsłuchać się w słowa mówione za ścianą, ale generałowie milczeli.

~*~
Biała Noc powstrzymała się od gwałtownej reakcji, kiedy generał Sił Specjalnych bez pukania wpadł do jej gabinetu i oparł ręce na biurku. Mógł się pojawić w cieniu za krzesłem naprzeciwko niej, nie kłopocząc się drzwiami. Sądząc po pulsującej nieregularnie energii albinosa, tak właśnie tu dotarł. Zanim Noc zdążyła zwrócić mu uwagę, zapytał z pozornym spokojem.
- Gdzie Obrońca?
Noc odchyliła się do tyłu.
- Nie sądzisz chyba, że idąc pieszo, dotarł tu przed tobą?
- Gdzie. On. Jest. – Czerwone oczy lśniły furią.
- Gronostaju – upomniała go chłodno kobieta.
- Z całym szacunkiem, Noc, nie mam nastroju na uprzejmości.
Skinęła głową, splatając zakryte rękawiczkami dłonie.
- W jakim celu go szukasz? – spytała beznamiętnie. Warknął wściekle, ale nie odpowiedział. – Przychodzisz tu w gniewie z zamiarem wyrządzenia krzywdy mojemu adiutantowi. Ostrzegam, że później będziesz tego żałował.
- Nigdy!
- Doprawdy.
- Nigdy nie będę żałował zemsty za śmierć przyjaciela. Obrońca mi powiedział. Wyrzucił mi w twarz, że zabił Bluszcza! Kpił ze mnie, obraził jego pamięć, nie zapomnę tego.
- Doskonale wiesz, że nierozsądnie by było o cokolwiek go oskarżać, a tym bardziej wydawać na niego wyrok. – Gronostaj wykrzywił twarz w brzydkim grymasie. – Wyrządzenie mu trwałej, widocznej krzywdy czy zabicie go nie leży w twoim interesie, chyba że w czasie oficjalnego pojedynku ze spisanym kontraktem i innymi formalnościami. Poza tym pozostawiam ci wolną rękę.
- Ty… co? – Albinos popatrzył na nią w szoku.
- Czy muszę powtarzać moje słowa?
- To… twój adiutant – wydukał zbity z tropu.
- Nie darzę go sympatią. Prawie spowodował śmierć Szklanego Pioruna i Półksiężyca.
Gronostaj uśmiechnął się nieprzyjemnie.
- Znowu chcesz się mną wyręczyć. I dziękuję ci za to.
- Spytałabym, co dokładnie powiedział ci Obrońca Ludzi, ale wolę to usłyszeć od niego. – Skinęła głową w stronę ściany, zza której dobiegło ich stłumione uderzenie, a po chwili kolejne. – Adiutancie – zawołała na tyle głośno, by usłyszał, ale nie krzyczała. Odpowiedziała jej cisza. – Obrońco Ludzi – powtórzyła nieco głośniej.
Drzwi rozsunęły się cicho, wpuszczając do środka zrezygnowanego chłopaka. Aleks najchętniej wyparowałby, wtopiłby się w parkiet, po prostu stamtąd znikł. Nie był przygotowany na rozmowę z Nocą, która zwracałaby ogromną uwagę na słowa, nie akceptując tego, że były wypowiadane pod wpływem emocji. Z Gronostajem mógł się kłócić, mógł nawet skrzyżować miecz, lecz Noc by do tego nie dopuściła, od początku do końca kontrolując rozmowę.
Przełykając ślinę, zasalutował generałom.
- Tak, pani generał? – zwrócił się do kobiety, póki co ignorując Gronostaja.
Noc popatrzyła na niego znad splecionych palców. Aleks przełknął nerwowo.
- Czy przyznajesz się, że z twojej ręki zginął adiutant Szmaragdowy Bluszcz? – spytała beznamiętnie.
Pytanie było do bólu specyficzne, nie mógłby ukryć niczego, nawet gdyby umiał kłamać.
- Tak – powiedział ciężko.
- Tak, co? – syknął Gronostaj.
- Tak, pani generał – poprawił się, rzucając mu szybkie spojrzenie. Brawura brawurą, tu chodziło o zbyt wysoką stawkę.
- Czy zrobiłeś to z premedytacją?
Minęło kilka chwil, zanim sens tych słów do niego dotarł. Z premedytacją? Myśl, że planował zabić swojego mentora…
- Nie! Oczywiście, że nie.
- Jak zatem do tego doszło?
Odetchnął kilka razy, zastanawiając się, od czego zacząć.
- Kiedy walczyłem z Krukiem, Bezimienny, mój demon, przejął kontrolę i… Pamiętam, że pan Bluszcz stał gdzieś z boku, ale kiedy zabiłem Kruka, podszedł do mnie i demon rzucił się na niego. I wtedy się ocknąłem.
- Demon. Jakże wygodna wymówka – prychnął Gronostaj.
Aleks poczuł, że wbija sobie paznokcie we wnętrze dłoni. I tak nie mógł nic z tym zrobić.
- To nie jest wymówka, proszę pana. Wiem, że jestem odpowiedzialny za wszystko, co on zrobi.
- Chcesz powiedzieć, że gdyby nie demon, to zdarzenie nie miałoby miejsca? – spytała Noc.
- Oczywiście, ze nie! Wy naprawdę sądzicie…? Dlaczego miałby go zabić? Nie jestem psychopatą. – Zakrył twarz dłońmi. To nie tak, krzyczał w myślach. To wszystko nie tak.
- Jakie powody mógł mieć Szmaragdowy Bluszcz, by do ciebie podchodzić? – indagowała kobieta.
- Nie mam pojęcia – odparł.
- Zastanów się.
- Może… ale to niemożliwe. – Potrząsnął głową. Uniosła pytająco brew. – Pani generał, pamięta pani, jak walczyliśmy, co się wtedy stało? – Z namysłem skinęła głową.
Wtedy po raz pierwszy Bezimienny pokazał, do czego jest zdolny. Wtedy po raz pierwszy i ostatni Aleks widział przerażenie w oczach Białej Nocy. Demon nie przejął całkowitej kontroli nad jego ciałem, tylko zmusił go, by to oglądał i pamiętał. Instynktownie atakował mieczem i dłońmi, zbyt szybko, by ludzki umysł mógł za tym nadążyć. Nie myślał, co powinien zrobić, po prostu to wiedział. Własnymi oczyma obserwował, jak jego ciało porusza się pod obcym wpływem, jak gołą dłonią wyszarpuje miecz z ręki Nocy,  jak kobieta Głosem Rozkazu każe mu przestać, a Półksiężycowi uciekać. Półksiężyc, nieprzytomny z utraty krwi, nie usłyszał tego, ale do umysłu chłopaka dotarło jego imię. Wysilił wolę, by powstrzymać demona, jednak był za wolny. Myślał o ruchach, które już nastąpiły, a Bezimienny tylko śmiał się szaleńczo. Dopiero kiedy cisnął Nocą o ścianę budynku, a chłopak pomyślał, że ją zabił, że jego rękoma odebrał komuś życie, zmusił demona, by przestał. Noc okazała się mocno ogłuszona, prawie nieprzytomna, ale na szczęście wciąż żywa. To pozwoliło chłopakowi uciec. Zaniósł Półksiężyca do szpitala (o drogę spytał przypadkowego Wojownika, który z przerażenia z trudem wyjąkał odpowiedź), Uzdrowicieli poinformował o stanie Nocy, a sam popędził do siedziby Rady Dwunastu. Przybył za późno.
- Obrońco Ludzi? – ponagliła go generał.
- Wtedy uratowało panią… nas to, że przypomniała mi pani o Półksiężycu. Pan Bluszcz o tym wiedział. Chyba chciał mi przypomnieć, kim jestem.
- Dlaczego to nie poskutkowało?
- Bezimienny był silniejszy, pan Bluszcz nie był bezbronny jak wtedy Półksiężyc, poza tym… - Odetchnął głębiej. – Panią przestałem atakować, kiedy do mnie dotarło, że pani może już nie żyć. Że panią zabiłem. – Nie mógł powiedzieć niczego więcej, ale Noc zrozumiała.
W gabinecie zapanowała cisza. Aleks zerknął na Gronostaja. Albinos patrzył na niego z nieskrywaną pogardą. . Chłopak opuścił głowę. Niczego innego się nie spodziewał.
- Nadal pragniesz zemsty? – spytała nagle Noc.
- Oczywiście. Mój adiutant zginął z jego ręki, od ostrza jego miecza.
- Przypominam ci, że demon nie jest bronią. Jest istotą, która może zachowywać się niezależnie od woli Obrońcy, a on jest za słaby, by nad nim zapanować.
Aleks poczuł się paskudnie. Noc nie powinna go bronić.
- Dlaczego go bronisz? – spytał gniewnie Gronostaj.
- Zwracam twoją uwagę na fakt, że Szmaragdowego Bluszcza zabił demon.
- Nie doszłoby do tego, gdyby chłopak się z nim nie związał.
- Z tym się zgodzę. Niestety z przysięgą wojskową te winy się przedawniły. Jakie zarzuty chcesz mu postawić?
- Nie potrzebuję stawiać go przed sądem.
- Nie rób tego. – To nie było ostrzeżenie, po prostu rozkaz.
- Nie, Biała Nocy, domagam się zemsty i ją otrzymam.
Noc znów oparła łokcie na biurku i splotła palce.
- Szmaragdowy Bluszcz i Obrońca Ludzi poza Armią są obywatelami Pierwszego Księstwa Krainy Zachodnich Wzgórz. Gdybyś udowodnił winę Obrońcy, sąd mógłby pozwolić ci zemścić się na nim, jednak bez tych formalności zostałbyś mordercą, jak on. – W oczach Gronostaja błysnęła satysfakcja. – Jednak musiałbyś też udowodnić, że demon nie był zamieszany, gdyż wtedy tą sprawą mógłby się zająć tylko sąd wojskowy i wynik byłby przesądzony przez przysięgę Obrońcy.
- Znajdę sposób.
- Z chęcią udzielę ci rad, jednak nie zapominaj, że piastuję tytuł Pierwszego Księcia i do moich obowiązków należy sądzenie morderców. Znając prawdę, nie mogę wydać korzystnego dla ciebie wyroku, przykro mi.
- Dlaczego wierzysz jego słowom?
- Mówimy o rozprawie cywilnej, podczas której to ty musisz udowodnić jego winę, a nie on swoją niewinność.
- Dlaczego zakładasz, że mówi prawdę?
- Obrońca Ludzi nie miał powodu, by zabić Bluszcza, nie potrafi kłamać, a gdyby umiał, po prostu by powiedział, że Kruk jest winny.
- Zatem dlaczego powiedział, wiedząc, że uniknie konsekwencji? Jaki mógł mieć powód poza obrazą pamięci mojego przyjaciela i kpiną ze mnie?
- Niezachwiane przekonanie, że prawdy nie należy ukrywać. Czy może się mylę? – zwróciła się do chłopaka.
Aleks nie słuchał generałów, stojąc przy biurku ze zwieszoną głową. Chwilę zajęło mu zebranie myśli, by odpowiedzieć.
- Nie, pani generał. To prawda.
- Biała Nocy, zdajesz sobie sprawę, że to niepraktyczny idiotyzm i nikt rozsądny nie obnosiłby się z takimi ideałami?
- Sugerujesz, że Obrońca Ludzi jest na tyle rozsądny, a w dodatku utalentowany, by mnie zwodzić miesiącami?
- Wiesz, że to nie jest niemożliwe.
- Gronostaju, zaślepia cię gniew.
- Nie. Po prostu nie uznaję jego słowa za dowód.
- Mam rozumieć, że wątpisz w moją bezstronność? – Gronostaj nie odpowiedział. – Chłopcze, przypomnij mi, ile masz lat?
Aleks wolał nie pytać, jaki to miało związek z dyskusją.
- Dziewiętnaście, pani generał.
- Wychowałeś się w drobnomieszczańskiej rodzinie, stroniącej od polityki, czy tak?
Aleks zawahał się. Nie potrafił się skupić. Drobnomieszczańskiej?
- Tak. Można tak powiedzieć.
- Zatem powiedz mi, Gronostaju, kto i w jakim celu zdołałby w tak krótkim okresie przekazać mu wiedzę i umiejętności tak zaawansowane, że dzięki nim zwiódł mnie, która dzień w dzień szkoliłam się w tym kierunku przez lat pięćdziesiąt, zanim w ogóle mogłam je skutecznie wykorzystać?
Gronostaj pochylił głowę.
- Przyjmuję twoje argumenty. Czy jest jakiś inny sposób? Bardzo proszę o odpowiedź.
- Możesz wyzwać Obrońcę na honorowy pojedynek – powiedziała z namysłem. Żeby Obrońca mógł wygrać, musiałby uwolnić demona, za co stanąłby przed sądem wojskowym, a nawet jeśli marszałek by mu odpuścił, złamałby kodeks honorowy, co również jest karane śmiercią. Co ty na to?
Albinos pokręcił głową.
- Nie mogę, przynajmniej nie w tej dekadzie. Doskonale wiesz, że walka z jego demonem, która w czasie „pojedynku” byłaby nieunikniona, to samobójstwo. Nie jestem egoistą, Biała Nocy. Ptak nie jest gotowy na ośmioramienne gwiazdki, nie mogę zostawić Sił bez generała. Jednakże dziękuję ci za tę sugestię. Wykorzystam ją we właściwym czasie.
Popatrzył na Aleksa z wyższością. Chłopak nie zareagował, zaciskając zęby.
- Bardzo dobrze – powiedziała Noc. – Pamiętaj tymczasem o jednym.
- Tak?
- Obrońca ma świadomość, że zabił swojego mentora i gdyby zaistniała podobna sytuacja, postąpiłby tak samo. Nie zapomni tego aż do śmierci. Czy naprawdę nie sądzisz, że zemsta byłaby wręcz okazaniem mu miłosierdzia?
Gronostaj skinął głową.
- Skoro tak stawiasz sprawę, z przyjemnością będę wyczekiwał odpowiedniego momentu.
Aleks podświadomie zarejestrował, że generał pożegnał się szybko z Nocą i wyszedł. Nie ruszał się, choć otępienie powoli mijało. Nie potrafił mieć im za złe, że rozmawiali tak, jakby on w ogóle nie istniał. Noc jak zwykle miała rację. Będzie pamiętał. Będzie się tym zadręczał. Wolałby stanąć przed sądem, ponieść karę i poczuć, że wreszcie za to zapłacił. Jak na tak oziębłą osobę, Noc zastraszająco dobrze rozumiała, co czuł.
Słowa Nocy były okrutne tym bardziej, że jako pierwsza powiedziała mu wprost to, o czym wszyscy inni kłamali. Nawet Półksiężyc: „to nie to nie twoja wina, Obrońco, proszę, byś się nie obwiniał o jego śmierć.” Oni nie chcieli wiedzieć, więc okłamywali siebie i jego, mordercę, aż on sam prawie w to uwierzył. Noc powiedziała mu prawdę. Dlaczego?
Do oczu cisnęły mu się łzy. Otarł je gwałtownym ruchem, zły na siebie. To nie była pora ani miejsce na rozpaczanie. „Idź naprzód” powiedział mu wtedy Szmaragdowy Bluszcz, tuż przed tym, jak jego ciało zamieniło się w proch, a słup energii oślepił chłopaka. To nie będzie łatwe, ale…
- Baczność, żołnierzu. – Po raz pierwszy Aleks usłyszał w głosie Nocy jej prawdziwe emocje: gniew, niechęć, złość… oczywiście żadnej sympatii.
Wyprostował się, wstrzymując oddech. Ostre polecenie w połączeniu z lodowatym wiatrem podrywającym kartki z biurka nie mogło zostać zignorowane. Nie było siły, dzięki której mógłby się sprzeciwić. Nie w tej sytuacji.
- Generałowie prosili, bym pobłażała twojej bezczelności, lecz ta przekroczyła wszelkie granice. Twoje zachowanie jest karygodne. Dopuściłeś się niesubordynacji, braku szacunku wobec przełożonych oraz opuszczenia stanowiska w czasie służby. Grzywna w wysokości szesnastu srebrników będzie potrącana z twojej pensji przez sześć miesięcy. Za każdy kolejny, choćby najmniejszy wybryk zostaniesz zdegradowany. Wystarczy, że choć raz zwrócisz się do mnie bez należytego szacunku. Czy to jest jasne, adiutancie?
Przełknął, zanim zmusił się do odpowiedzi.
- Tak jest, pani generał.
- Przyjęcie rozkazu powinieneś potwierdzić salutem.
Natychmiast się poprawił.
- Tak jest, pani generał – powtórzył, przykładając zaciśniętą pięść do serca.
Nie patrzył na nią. Wiedział, że ją rozgniewał. Generał broniła go wbrew swojej woli, mimo złości, a on rzeczywiście zachowywał się jak bezczelny dzieciak.
- Możesz wrócić do swoich obowiązków, adiutancie – ponagliła go Noc.
Potrząsnął głową, zanim się powstrzymał. Była jeszcze jedna sprawa, z którą nie mógł dłużej zwlekać. Zresztą to nie był rozkaz, tylko pozwolenie, prawda?
- Potrzebujesz czegoś jeszcze? – Ton kobiety jasno sugerował, że to nie jest odpowiedni moment. Instynkt samozachowawczy się z nim zgadzał.
Chłopak zebrał się w sobie. Noc się niecierpliwiła.
- Mam do pani prośbę – wyrzucił.
Kobieta milczała zdecydowanie zbyt długo. Aleks odważył się zerknąć na nią, ale zaraz tego pożałował. Biała Noc patrzyła na niego ze wściekłością i niechęcią, jakiej nigdy dotąd nie widział. Natychmiast opuścił głowę.
- Jeśli mogłaby pani…
Urwał, kiedy Noc uderzyła otwartą dłonią w blat.
- Twoja bezczelność, chłopcze, naprawdę nie zna granic.
Przygryzł wargę. Jej głos był w miarę spokojny, ale przecież to nadal była Biała Noc. Ona nigdy by nie krzyczała. I tak zareagowała gwałtownie jak na nią. Aleks nie powinien tego ciągnąć, ale im dłużej będzie czekał, tym większe zagrożenie stworzy dla innych.
- Przepraszam, pani generał – powiedział bardzo poważnie. – Wiem, że to nie jest odpowiedni moment, ale to naprawdę bardzo ważne. Od tego może… - Westchnął. Przecież już się nie oszukiwał. – Od tego może zależeć życie Wojowników.
Noc patrzyła na niego z niechęcią, jasno dając mu do zrozumienia, że powinien wyjść. Perfekcyjna kontrola mimiki pozwalała jej wiele wyrazić samym spojrzeniem, jednak w tej chwili Aleks sporo by dał, by wiedzieć, co naprawdę myśli.
- Niech mi pani przynajmniej pozwoli powiedzieć – dodał ciszej.
Nie potrafił przewidzieć, czy Noc każe mu się wynosić, czy nie. Nie wiedział, co by było „logicznym” z jej punktu widzenia rozwiązaniem, nie miał pojęcia, na ile ją rozzłościł. Postanowił poczekać na werdykt.
- Słucham – rzuciła sucho Noc.
Odetchnął z ulgą.
- Gdyby pani zauważyła, że zaczynam się zmieniać w demona, gdyby pani to tylko podejrzewała, proszę, by pani mnie zabiła – wyrzucił z siebie szybko, by nie zdołała mu przerwać.
Noc milczała. Udało mu się ją zaskoczyć po raz drugi w ciągu może pięciu minut. W innej sytuacji odczuwałby z tego powodu satysfakcję, ale teraz to było frustrujące. Ugryzł się w język, by jej nie ponaglać.
Noc wciąż milczała, patrząc na niego sceptycznie. Nie wytrzymał.
- Nie obchodzi mnie, jak pani to zrobi. Wiem, że jestem od pani szybszy, a demon nie pozwoli mi zginąć od kuli, ale mogłaby pani na przykład zamrozić mi ciało… nie wiem. Byle to było skuteczne. – Przymknął oczy. Powiedział za dużo, wiedział o tym.
- Wojownik ma możliwość wybrania momentu własnej śmierci. Dlaczego z niej nie skorzystasz? – spytała powoli Noc.
Aleks zastanowił się przez chwilę nad składną odpowiedzią.
- Dopóki jestem sobą, zrobię wszystko w obronie innych, a kiedy już demon przejmie nade mną kontrolę, nie będę mógł zrobić nic – odparł z rezygnacją.
Kiedy odważył się popatrzeć Nocy w twarz, zauważył, że znów założyła maskę surowej, bezstronnej generał, i chłopak poczuł, że ta rozmowa po prostu go przerasta, a wszystkie argumenty mu się wymykają.
- Rozważę twoją prośbę, adiutancie – powiedziała tonem całkowicie pozbawionym emocji.
Aleksa nie tak łatwo było zbyć.
- Kiedy mógłbym się spodziewać odpowiedzi, pani generał? – spytał szybko.
Noc zmrużyła oczy. Była zirytowana? Trudno powiedzieć.
- W swoim czasie – odparła sucho.
Kusiło go poprosić o sprecyzowanie albo chociaż wytknąć, że dopóki mu tego nie obieca, będzie się bał uwolnić miecz, ale nie wiedział, jak to uprzejmie wyrazić.
- Pani generał… - zaczął, chcąc się pożegnać.
- Tydzień, Obrońco Ludzi.
- Dziękuję pani.
Zasalutował i wyszedł.

~*~
Tags: Powojenność, rozdział 23
Subscribe

  • Powojenność, rozdział 28

    ~28~ Siedzieli we trójkę w przytulnym mieszkaniu Półksiężyca na piętrze budynku przy kwaterze dowództwa Strażników.…

  • Powojenność, rozdział 27

    ~27~ - Paniczu, już siódma. Proszę panicza, by się obudził. Aleks otworzył oczy. Nad jego głową rozpościerał się ażurowy baldachim…

  • Powojenność, rozdział 26

    ~26~ Noc jako pierwsza dołączyła do Gwiezdnego Blaska w jadalni. Usiadła po jego prawej ręce i zapytała. - Przydzieliłeś Obrońcy Ludzi…

  • Post a new comment

    Error

    default userpic

    Your reply will be screened

    Your IP address will be recorded 

    When you submit the form an invisible reCAPTCHA check will be performed.
    You must follow the Privacy Policy and Google Terms of use.
  • 0 comments