Douma (alqualaure) wrote,
Douma
alqualaure

  • Location:
  • Mood:
  • Music:

Powojenność, rozdział 22

Powinnam się uczyć i w ogóle. Ale wolę pisać tekst.

~22~

Zielony Ptak wciąż uparcie twierdził, że wiele mu brakuje do pełnego uwolnienia. Aleks nie ustępował mu pod względem uporu, powtarzając, że siłą dorównuje Piorunowi i walczy się z nim nie gorzej niż z generałem, a nawet że jego obecne uwolnienie jest zdecydowanie zbyt niebezpieczne, by trenować nawet na zabezpieczonym stadionie. Przyjaciele zdecydowali się przenieść na niezamieszkałe tereny na północ od Czerwonego Miasta. Wiatr towarzyszący ich treningom i tak łamał grube konary, więc wydawało się to najrozsądniejszą opcją.

Aleks lubił trenować z Ptakiem choćby dlatego, że było to wyzwanie, jakie ostatnio coraz trudniej było mu znaleźć. Teraz nie tylko noże raniły jego ciało, ale sam pęd powietrza ciął jak bicz. Chłopak osłaniał się przed atakami energią, współczując wszelkim przeciwnikom Ptaka, którzy by tego nie potrafili. Nie chciałby spotkać się z przyjacielem w prawdziwej walce.

Nawet on, Obrońca Ludzi, nie był w stanie uniknąć drobnych, powierzchownych zranień, które na nieszczęście krwawiły obficie. Już dawno, kiedy jeszcze trenowali u pana Heisuia, nauczył się, by nie zakładać do ćwiczeń żadnych nowych ubrań, ponieważ wszystkie i tak kończyły w strzępach. Teraz, kiedy maj przyniósł ze sobą ciepłą pogodę, zdecydowali się na trening bez koszul. Aleks założył i tak już przedarte spodnie oraz buty tak zniszczone, że szewc odmówił prób reperacji (a przynajmniej Żagwin tak twierdził w ramach wymówki, by więcej ich nie nosić do warsztatu). W czasie krótkich przerw w sparringu z rozbawieniem znajdował coraz to nowe rozcięcia na płótnie i skórze.

Po chwili odpoczynku wrócili do ćwiczeń. Ptak przyspieszył ataki, a chłopak niechętnie pozwolił Bezimiennemu leczyć zranienia. Zdawał sobie sprawę z tego, że to nie jest najlepszy pomysł, ale inaczej się nie dało. Zresztą obiecał sobie, że nauczy się panować nad demonem.

Rozproszył się dosłownie na ułamek sekundy. Potężny podmuch uderzył go w pierś i pchnął w tył. Aleks zatoczył się, ale nie upadł. Na skórze pozostał ślad, jakby rzucił się na niego wściekły kot. Chłopak nie przejął się tym ani trochę, czując, że demon już się zajął obrażeniami. Nagle poczuł kolejne uderzenie, tym razem w plecy. Wydawało mu się, że skórę i płuca ma rozdzierane przez tysiące ostrzy. Kompletnie zaskoczony bólem, upadł na kolana, z trudem łapiąc powietrze.

Bliski utraty przytomności, dostrzegł, że Ptak przykucnął przed nim z wyrazem bezgranicznego szoku na twarzy. Nie on go zranił, Aleks doskonale o tym wiedział. Opanował się, na ile zdołał. Bezimienny najwyraźniej zablokował jako tako receptory bólu i zatamował krwawienie – Aleks wiele godzin spędził, wbijając mu do głowy, jak działa organizm, by mógł tę wiedzę wykorzystać właśnie w takich sytuacjach. Jednak coś było nie tak. Chłopak nie czuł charakterystycznego mrowienia towarzyszącego zrastaniu się tkanek. Coś było stanowczo nie tak.

Co jest?

Demon wymruczał coś z irytacją. Odpowiedział dopiero po chwili.

Masz w płucach mnóstwo siekanego metalu, ale jak chcesz, by to tam zostało, mogę zrosnąć…

Nie!

Tak myślałem.

Aleks poczuł krople potu na karku. Skąd metal? Poszukał wzrokiem Ptaka. Pułkownik trzymał go za ramiona, by chłopak nie upadł, jednocześnie przechylając się, by przyjrzeć się ranie. Zaklął cicho.

- Trafili cię pociskiem rozrywającym.

- Kto? – wykrztusił chłopak. Zabrzmiało to bardziej jak skrzek.

- Nie mów. Zaraz się wykrwawisz. – Mimo wszelkich starań, głos Ptaka drżał.

Przy Aleks okazji zauważył, że Bezimienny przestał się wyrabiać ze znieczuleniem, kiedy chłopak mówił, więc zastosował się do rady przyjaciela.

- Kto tu jest!? – zawołał pułkownik, ostrożnie kładąc Aleksa na boku.

Przez jakiś czas nic się nie działo i Aleks znów zaczął odpływać. Potem zza krzaków ze sto kroków od nich wyszło trzech mężczyzn. Chłopak zmrużył oczy, ale obraz i tak się rozmywał. Chyba mężczyzn. W mundurach.

- Pułkownik drugiego pułku Sił Specjalnych Zielony Ptak w towarzystwie adiutanta generała Lotnych Obrońcy Ludzi. Zidentyfikujcie się – polecił szybko Ptak.

Wojownicy podeszli dość blisko, by być lepiej widocznymi w szarówce.

- Patrol Sił Specjalnych pod dowództwem sierżanta Borowika. Z pańskiego pułku, panie pułkowniku.

- Taak, wiem – wycedził Ptak. – Sierżancie, otworzysz Przejście i poślesz meldunek do generała Gronostaja. Ty – skinął głową na chudszego szeregowca – wezwiesz Uzdrowicieli. Ty – zwrócił się do drugiego – wyjaśnisz, dlaczego strzelaliście.

Aleksowi zbyt mocno szumiało w głowie, by mógł zrozumieć, co mówił Wojownik. Zresztą, to nie należało do jego priorytetów. Skupił się na zachowaniu przytomności.

- Dasz radę – powiedział Ptak.

Aleks nie był pewien, czy to było stwierdzenie czy życzenie. Zapamiętał tylko tyle, że stracił przytomność zaraz potem.



Posłaniec zasalutował, wyrecytował wiadomość i znikł Rozmyciem, jak mu kazał protokół. Pytanie go o cokolwiek mijało się z celem, znał tylko wyuczoną wiadomość.

Adiutant generała Obrońca Ludzi i pułkownik Zielony Ptak wdali się w walkę z nieokreślonym demonem osiem wiorst na północny wschód ku północy od Czerwonego Miasta. Energia demona była niestabilna i wykrywalna przez krótki czas. Nie wysłano dodatkowych posiłków. W okolicy przebywa patrol Sił Specjalnych.

Noc oparła łokcie o blat i splotła palce. Przez chwilę rozważała wezwanie Gronostaja, który musiał otrzymać identyczną wiadomość, ale uznała, że to niewarte zachodu. Nie wątpiła, że oficerowie bez problemu poradzą sobie z demonem, a następnego dnia będzie mogła dowiedzieć się wszystkiego z raportu Obrońcy. Nie zaprzątając sobie tym więcej myśli, wróciła do przeglądania dokumentów dotyczących studentów ostatniego roku Głównej Akademii Wojskowej. Tego lata każda dywizja potrzebowała uzupełnić niedobory.

Wtedy stanął przed nią kolejny Posłaniec. Wysłuchawszy wiadomości, Noc opuściła ręce na blat.

- Przekaż te same słowa generałowi Gronostajowi – poleciła i znów sięgnęła po dokumenty. Nie patrzyła, jak Posłaniec odchodzi.



~*~



- Co tym razem? – Gronostaj niechętnie podniósł wzrok znad księgowości, którą powinien zająć się jego wciąż czysto teoretyczny adiutant.

Posłaniec zasalutował.

- Adiutant generała Lotnych Obrońca Ludzi trafił do Pierwszego Szpitala z powodu postrzału w lewe płuco pociskiem rozrywającym. Według słów pułkownika Zielonego Ptaka był to wypadek podczas treningu. – Posłaniec popatrzył przez chwilę na albinosa. – Pan pułkownik wciąż przebywa w szpitalu, by wyjaśnić tę sprawę – dodał wyraźnie poza wiadomością i skłonił się.

- Stój, sierżancie – zatrzymał go albinos. – Który protokół zezwala na udzielanie dodatkowych informacji?

Mężczyzna, nie, chłopak, opuścił wzrok, wyraźnie zmieszany.

- Żaden, panie generale – odpowiedział cicho. – Liczyłem, że zechce pan to wiedzieć.

Albinos zmarszczył czoło.

- Z kolei ja liczę, że nie złamiesz więcej protokołu z tak błahego powodu.

- Tak jest, panie generale.

- Kto nadał tę wiadomość?

Chłopak zacisnął usta, wahając się bardzo wyraźnie i patrząc na albinosa przepraszająco. Ten uśmiechnął się krzywo.

- Bardzo dobrze, możesz odejść.

Kiedy energia sierżanta znikła, Gronostaj wściekle uderzył ręką w blat biurka. Jeszcze nie wiedział, czy powinien podziękować Białej Nocy za przekazanie wiadomości. Wysuwając nieco miecz, znikł w cieniu pod ścianą.

Kiedy Gronostaj dotarł do jej gabinetu, Biała Noc siedziała za biurkiem, beznamiętnie śledząc wskazówki srebrnego zegarka. Albinos skinął jej głową i zajął krzesło naprzeciwko niej. Kobieta wsunęła zegarek do kieszeni, oparła łokcie na blacie i splotła palce.

- Nasi drodzy zastępcy nie powinni mieć problemów z żadnym demonem – zagaił.

Noc zmrużyła oczy.

- Jeśli ten konkretny demon sprawi problem Obrońcy Ludzi, postaram się, by nie przeszło mu przez myśl ponowne korzystanie z jego usług.

- Nie masz chyba na myśli… - Mężczyzna zacisnął palce na podłokietnikach.

- Patrol z twojej dywizji, Gronostaju, musiał zareagować na energię demona. Twoi ludzie są zbyt dobrze wyszkoleni, by strzał był chybiony. Wątpię, że nie doszedłeś do podobnych wniosków.

- Nie wierzę, by ten chłopak był aż takim głupcem, żeby skorzystać z mocy demona w czasie treningu.

Nie odpowiedziała, bo i co miała powiedzieć? Jej nie obchodziło, co albinosowi się wydawało. W bezsilnej złości uderzył głową w oparcie krzesła.

- Biała Nocy, jak zamierzasz to rozwiązać?

- Jestem otwarta na sugestie.

- Zamierzasz ukarać go zgodnie z prawem?

- Przypominam, że został postrzelony przez twoich podkomendnych.

Żachnął się. Sytuacja opisana przez Posłańców była absurdalna. Jeśli Obrońca rzeczywiście uwolnił demona, postrzał musiał być dziełem przypadku. Nie chciał, by jego ludzie ponieśli z tego powodu surową karę, ale mowa tu była o Białej Nocy, która przede wszystkim sumiennie przestrzegała prawa.

Teraz przyglądała się mu beznamiętnie. Nie był pewien, czy rozumiała, dlaczego się waha. Kobieta, która o zdradę oskarżyła własnego brata. Nie odzywał się, chcąc wymusić na niej jakąś reakcję. Jakąkolwiek. Wreszcie wstała i podeszła do regału na prawo od biurka. Z półki na dogodnej wysokości zdjęła cienki tom – podstawy prawa wojskowego. Noc usiadła i przekartkowała książkę. Gronostaj poczuł się przy niej bardzo nieporadnie, ale nie zamierzał jej przeszkadzać. Nikt nie rozumiał prawa tak dobrze jak ona, zresztą sprawa dotyczyła jej adiutanta. Całe szczęście Ptak był tylko biernym świadkiem. Oby. Gronostaj zaczął się obawiać, co kobieta mogła znaleźć w kodeksie.

- Biała Nocy – zaczął ostrożnie. – Wybacz mi otwartość, ale czy nie powinnaś zainteresować się stanem zdrowia swojego adiutanta? Postrzał pociskiem rozrywającym to jednak poważna sprawa.

- Nie dla niego.  – Kobieta zacisnęła usta w wąską kreskę.

- Obdarzasz go sporą wiarą – stwierdził.

- Znam jego możliwości. Nie myl tego ze ślepym zaufaniem – odparła chłodno.

- Jemu nie zaufałbym nawet z patykiem.

Nie powinien się cieszyć ani odczuwać satysfakcji z tego, że wysoko postawiony oficer został postrzelony pociskiem rozrywającym.  Trudno było uwierzyć, jak wiele szkód te kuleczki potrafiły wyrządzić. Ptak był zbyt odpowiedzialny i rozsądny, by w czasie byle treningu ich używać, zatem to musiała być wina patrolu.  To nie był przyjemny temat, ale cóż.

- Biała Nocy, jeśli chodzi o patrol…

- Ufam, że zgodnie z prawem zamierzasz ukarać sprawców tego wypadku.

Przełknął z trudem ślinę. Miał pewność, że kobieta nie pozwoli mu się od tego wykręcić. Zaciskając zęby, odpowiedział tylko:

- Tak będzie.


Szpital wojskowy znajdował się w pobliżu centrum badawczego Dywizji Obronnej, w ogromnym gmachu o skrzydłach zawijających się jak rogi byka. Sale przeznaczone dla starszych oficerów znajdowały się w jednym z nich, z dala od zgiełku i zamieszania. Aleks uznał przydzielony mu pokoik za całkiem przytulny, w ogóle nieprzypominający tych, jaki widział w szpitalach na Ziemi. Nawet łóżko było zaskakująco wygodne, choć bynajmniej nie był w nastroju do wylegiwania się.

- Poszli już?

- Kto? – Ptak siedzący na krześle przy łóżku poderwał głowę.

- Uzdrowiciele. Nie chcę, żeby wyczuli energię demona, jak będę to leczył.

- Chyba nie zamierzasz go użyć?

- Nie chcę tu spędzić tygodni, siłując się z nim, by go powstrzymać.

- Nie powinieneś.

- Ptak, osłoń mnie, dobra? Uwolnij nieco energii, by to zamaskować.

- Tak jest.

- I cholera, nie mów tak do mnie.

Pułkownik popatrzył na niego wymownie, ale posłusznie zamaskował energię Bezimiennego swoją własną. Nie potrzebował jej dużo, Obrońca naprawdę się postarał. Na koniec przeciągnął się i powiedział.

- Dzięki.

- …Proszę. – Ptak odwrócił wzrok.

Aleks dźwignął się i usiadł na poduszce, zmęczony, ale zdecydowanie nie ranny. To wprawiło pułkownika w jeszcze większe zakłopotanie.

- Co jest? – spytał czujnie chłopak.

Ptak wstał i po chwili wahania odłożył kurtkę mundurową na krzesło. Zasalutował.

- Panie adiutancie generała, proszę przyjąć moje najszczersze przeprosiny za ten nieszczęśliwy…

- Zamknij się. – Mężczyzna urwał, zaskoczony. – To wciąż ja, Ptak. Nie Szmaragdowy Bluszcz, nie generał czy kto. Nie musisz tak do mnie mówić.

- Obrońco, wciąż przewyższasz mnie stopniem.

- To nie ma znaczenia.

- Mimo wszystko przepraszam za to. I za swoją reakcję.

Aleks mruknął pytająco. Był zmęczony i nie miał ochoty na poważne rozmowy.

- Powiedziałem moim ludziom, że zaatakowali adiutanta generała. Teraz wiedzą o twoim demonie.

- To nic.

- Jeśli wieść się rozniesie, staniesz przed sądem. Generałowie nie będą w stanie uciszyć plotek, nie mają wyboru.

- Generałowie o tym wiedzą.

- Miałem na myśli to, że nie będą mogli tego dłużej ukrywać.

- To nic. Noc pomoże mi coś wymyślić, nie przejmuj się.

- Mimo wszystko czuję się winny postawieniu cię w takiej sytuacji – wycedził pułkownik. Wyraźnie chciał zakończyć temat, jednocześnie stawiając na swoim, a dalsze przeprosiny kłóciły się z jego dumą. – Przepraszam cię również za tę ranę.

- Twoi ludzie mnie postrzelili, nie ty.

- Ja jestem za nich odpowiedzialny.

- Nie. Ty się za nich tłumaczysz. Rany już nie ma, musisz się o tym przekonać naocznie? – Pokręcił głową. – Poza tym to był wypadek. Wypadki się zdarzają.

Ptak zwiesił głowę na piersi.

- Co jest? – spytał czujnie Aleks.

Pułkownik odwrócił głowę.

- Obrońco, z całym szacunkiem, nie mogę sobie pozwolić na dalsze naruszanie…

- Ptak – przerwał mu stanowczo. – Proszę cię, przestań. Jesteś moim kumplem, to nie ma znaczenia.

- Przewyższasz mnie stopniem i mimo wszystko powinieneś wyciągnąć konsekwencje.

- A ty w kółko to samo. Nie zamierzam. Mówisz jak Noc. – Wdech, wydech. – I nawet gdybym chciał (a nie chcę!), to bym nie mógł, bo, mówiąc wprost, nie wiem, jak.

Ptak uśmiechnął się słabo, dostrzegając jego zirytowane i jednocześnie odrobinę rozpaczliwe spojrzenie.

- Naprawdę?

- Niby skąd mam wiedzieć? Noc nie należy do rozmownych. Nie mam pojęcia, jak Piorun z nią wytrzymał tyle czasu. Posłuchaj mnie, Ptak. Wiem, że będziesz czuł się winny, dopóki nie zostaniesz za to ukarany, bo jesteś aż takim idiotą, ale nie przepraszaj mnie więcej, dobra? Siedzimy w tym razem, nam obu oberwie się od generałów.

Właśnie w tym momencie w szybę zastukał dziobem biały ptak. Pułkownik wpuścił go do środka. Aleks nie mógł powiedzieć, że ucieszył się na widok Szrona, ale na pewno był mu wdzięczny za przerwanie tej krępującej rozmowy.






Noc przyglądała się spokojnie dwóm oficerom. Obrońca Ludzi i Zielony Ptak zjawili się w jej gabinecie z samego rana, a teraz stali obok siebie przed jej biurkiem. Byli zdenerwowani, to dobrze. W takim stanie przeciętnej osobie trudniej zataić prawdę. Byli przygnębieni, wnioskując z wykrzywionych ust i opuszczonego wzroku.  Nie zwiesili głów – stali na baczność wyprostowani dzięki resztkom dumy. Generał skrzyżowała spojrzenia z Gronostajem, który opierał się o jej krzesło. Skinął jej głową.

- Obrońco Ludzi, oczekuję pełnego sprawozdania ze zdarzeń, które miały miejsce wczorajszego wieczoru.

Chłopak zerknął na albinosa i popatrzył jej ostrożnie w oczy.

- Dobrze.

Uniosła ponaglająco brew.

- Teraz?

Skinęła głową. Potarmosił sobie włosy i przestąpił z nogi na nogę. Znów zerknął na Gronostaja.

- Czy obecność generała Sił Specjalnych ci przeszkadza, chłopcze?

Skrzywił się.

- O ile zachowa komentarze dla siebie to nie. Pani generał.

Zmroziła go spojrzeniem.

- Pomagam Ptakowi trenować pełne uwolnienie. – Pułkownik skinął głową na potwierdzenie jego słów. Aleks urwał, niezdecydowany.

- Dlaczego udaliście się poza obręb miasta zamiast skorzystać ze stadionu Sił Specjalnych?

Chłopak znów potarmosił sobie włosy i zerknął na przyjaciela.

- Pani generał – odezwał się Ptak. – Manifestacją mojego miecza jest wiatr. Nie jestem pewien, na jak dużym obszarze miałoby to wpływ na pogodę. Poza tym… - Urwał mimo zachęcającego spojrzenia Obrońcy, zbyt dumny, by się przyznać, że nie do końca panuje nad własną bronią.

Aleks nie zdziwił się, że Gronostaj wstawił się za pułkownikiem.

- Trening poza miastem nie jest zakazany, Biała Nocy. Dozwolone jest też opuszczanie terenu koszarów po służbie, o ile nie kłóci się to z obowiązkami – powiedział w miarę spokojnie albinos. W miarę. Jego intensywne spojrzenie zdradzało, że naprawdę zależało mu, by kandydat na  adiutanta wyszedł z tego z czystym kontem.

Noc skinęła głową.

- Jak doszło do postrzału? – indagowała.

- W czasie sparringu Ptak mnie drasnął. – Aleks mówił coraz ciszej.  – Nie zauważyliśmy tego, rana zagoiła się od razu, jak zwykle. Myślę, że energia demona mogła się na chwilę pojawić…

Aleks urwał znowu, zerkając na Gronostaja. Albinos poczerwieniał na twarzy. W pomieszczeniu zapanował półmrok.

- Obrońco Ludzi, mam rozumieć, że używasz demona do byle treningu?

- Na oskarżenia przyjdzie czas później – uspokoiła generała Noc. – Kontynuuj, chłopcze.

- Pojawił się patrol, wzięli mnie za demona, oberwałem w płuco, tyle – zakończył z kwaśną miną.

- Obrońco Ludzi – zaczął powoli Gronostaj. – Skoro skorzystałeś z usług swojego ukochanego demona, by leczyć byle zadraśnięcie, z pewnością obyłoby się też bez wizyty w szpitalu.

- Zatamował krwawienie, ale kula utkwiła w ranie – odpowiedział ponuro chłopak. – I nie kocham go. Panie generale.

- A jednak pod jego wpływem prowadzisz innych na śmierć.

Aleks zamarł. Gronostaj się mylił, ale nadal… Bluszcz. Cięcie na wylot od barku. Płonące oczy, druga ręka zaciśnięta na przedramieniu chłopaka. I słup energii, kiedy puste ciało rozsypało się w proch i pył. Bluszcz. Jedyny, który chciał go uczyć jak zwykłego dzieciaka, a nie traktował go jak wybrańca. Który życzliwie poświęcał mu swój czas.

Aleks półprzytomnie zauważył, jak Gronostaj okrąża biurko Nocy i narzuca płaszcz, który dotąd trzymał w ręku.

- Konsekwencje wobec patrolu wyciągnę zgodnie z kodeksem, znajdzie się dużo precedensów – rzucił w stronę Nocy. – Obrońcę zostawiam tobie i twojej przysiędze. Pójdę, zanim znowu ulegnie demonowi.

Aleks stał jak wryty, dopóki drzwi się nie zatrzasnęły za generałem. Noc oparła łokcie na biurku i splotła palce. Milczała przez dłuższą chwilę, po czym powiedziała:

- W przeciwieństwie do generała Gronostaja nie będę kierować się emocjami w osądzie, jednak nie oznacza to, że nie poniesiesz konsekwencji za…

- Uwolnienie demona w czasie treningu – wszedł jej w słowo. – Nie uwolniłem go. Po prostu wykorzystałem nieco jego mocy. Panuję nad nim! – Jego rozpaczliwy ton temu przeczył.

- Doprawdy.

- Pani generał. – Podszedł do biurka i oparł ręce na blacie, nachylając się do niej. – Chcesz wiedzieć, co by się stało, gdybym go uwolnił? Ptak zginąłby pierwszy, patrol zaraz potem. Demon walczy rękoma i pazurami. Znaleźlibyście ich umierających z powyrywanymi kończynami i wyprutymi wnętrznościami. Jeśli któryś generał spróbowałby go powstrzymać, skończyłby tak samo. Dlatego przysięgam ci, przysięgam!, nie pozwolę mu choćby drgnąć bez mojego pozwolenia. Nie mogę się go pozbyć, nie ginąc przy tym samemu. On nie chce mojej śmierci, martwy na nic mu się nie przydam. Dlatego mnie leczy, a ja mu pozwalam, bo zrobię wszystko, by ochronić moich bliskich. Wszystko, rozumiesz?! Zniżę się do korzystania z jego mocy w tym jednym wypadku, bo osłabiony fizycznie będę bardziej podatny na jego ataki. Zrobię wszystko, by ochronić rodzinę i przyjaciół przed każdym zagrożeniem, w tym przed sobą samym, przed tym demonem.

Ptak potrząsnął nim za ramię. Chłopak zamknął oczy, oddychając głęboko, i odwrócił się na pięcie. Na miękkich nogach ruszył w stronę wyjścia.

- Stój – poleciła Noc.

Zatrzymał się na niespełna sekundę i wyszedł bez słowa.



Ptak nie wiedział, jak powinien się zachować. Chciał dogonić przyjaciela, pójść za nim, upewnić się, że nie wyrządzi sobie żadnej krzywdy, ale nie miał pojęcia, co mógłby mu powiedzieć.  Chłopak znacznie pogorszył swoją sytuację, ale Ptak widział, że słowa Gronostaja naprawdę go zabolały. Nie miał pojęcia, co się stało, kiedy zginął Szmaragdowy Bluszcz, a każde nieuważne słowo mogło pogorszyć sprawę. Poza tym Biała Noc nie pozwoliła mu odejść.

- Usiądź, pułkowniku.

Bez wahania spełnił rozkaz, próbując opanować mętlik w głowie.

- Jak dużą krzywdę wyrządził ci Obrońca Ludzi pod wpływem demona? – Nie martwiła się o niego, chciała tylko poznać fakty.

- Żadnej, pani generał. Jeśli pani pozwoli, uzupełnię jego sprawozdanie – zaproponował z ciężkim sercem. Skinęła głową.

Opisał treściwie zdarzenia od momentu opuszczenia Czerwonego Miasta, przyglądając się kobiecie. Domyślał się, że rzeczowy raport bardziej przypadnie jej do gustu niż chaotyczne wypowiedzi Obrońcy, co może ją nieco udobruchać. Zadała mu kilka pytań dotyczących okolicy i innych szczegółów, które nieumyślnie przemilczał. Odpowiadał, niczego nie tając. Przy niej żadne wybiegi nie miały sensu. Jednak kiedy usłyszał ostatnie pytanie, zawahał się.

- Pani generał, jego więź z demonem jest czymś, o czym nie powinienem mówić – odpowiedział szeptem.

- Doprawdy.

- Adiutant Obrońca Ludzi nie rozmawiał ze mną na ten temat i chociaż z obserwacji jestem w stanie wiele wywnioskować, nie powinienem o tym mówić, na wypadek gdyby on sobie tego nie życzył.

- W przeciwieństwie do niego odebrałeś formalną edukację również w teorii energii, duszy i miecza. Opisz tę więź, którą miałeś okazję zaobserwować – powtórzyła uparcie.

Pułkownik westchnął. W końcu to był rozkaz.

- Energia demona jest bardzo skutecznie zagłuszona energią adiutanta Obrońcy, do tego stopnia, że jestem w stanie ją wyczuć tylko, kiedy demon leczy jego rany.

- Ile razy byłeś świadkiem uwolnienia miecza Obrońcy?

Z ulgą przyjął zmianę tematu.

- Kilka… naście, pani generał.

- Jak opiszesz jego manifestację?

Ptak zacisnął palce na podłokietnikach.

- Z pewnością jest niematerialna. Umożliwia mu osiąganie niewiarygodnej prędkości bez Rozmycia, unoszenie się w powietrzu przez zgromadzenie cząsteczek energetycznych pod stopami, poza tym kilka razy spowodował potężną falę surowej energii, łamiącą drzewa i wyrywającą głazy z ziemi. Powiedziałbym, że jego manifestacją jest czysta energia, pani generał.

Ptak słyszał, jak absurdalnie to brzmi. Przymknął oczy, starając się uspokoić.

- Obrońca nigdy nie wykorzystałby demona do samej walki, a tym bardziej treningu – oświadczył z całym przekonaniem, na jakie go było stać.

- Twierdzisz, że to nie miało miejsca w czasie jego walki z Krukiem, pułkowniku?

- Nie byłem świadkiem tej walki, ale nie wierzę, by Obrońca posunął się do czegoś takiego. Pamiętam, że wyczułem energię jego demona, chwilowo silniejszą od jego własnej, ale nadal nie sądzę, by to miało miejsce.

- Dlaczego nie?

- Obrońca nie zrobiłby tego.

- Jakie jest prawdopodobieństwo tego, że śmierć adiutanta Bluszcza miała związek z energią demona, którą wyczułeś?

- Nie wiem, pani generał. Obrońca jest niesamowicie silny i oddany chronieniu innych. Podejrzewam, że adiutant Bluszcz mógł spróbować udzielić mu pomocy w czasie walki i zginąć z ręki Kruka.

- Co sądzisz o słowach, które tu wypowiedział?

Ptakowi zaschło w gardle.

- Pani generał, nie mam pojęcia, jakie zdarzenia przypomniał mu generał Gronostaj i nie chcę nastawać na jego prywatność, jeśli pani pozwoli, że tak to ujmę.  Obrońca był pod wpływem bardzo silnych emocji.

- W takich sytuacjach ludzie najczęściej mówią szczerze, pułkowniku.

- Z całym szacunkiem, pani generał, zdarza im się też wyolbrzymiać fakty lub być nieobiektywnymi.

Przełknął ślinę. Nie powinien dyskutować z Białą Nocą. Tym bardziej nie powinien jej wytykać potencjalnego błędu, ale robiło mu się słabo na myśl o tym, jak beznamiętnie ta kobieta podchodziła do spraw, które inni uznawali za piekielną tragikomedię. Ptak sam się zastanawiał, co Obrońca miał na myśli, ale miał złe przeczucie, że nie chciał poznać całej prawdy.

Ku jego zdziwieniu, generał bez cienia irytacji oświadczyła:

- Wezmę to pod uwagę.

Pułkownik poderwał głowę i popatrzył w jej szare jak stal oczy. Natychmiast odwrócił wzrok, zmieszany.

- Pani generał, w jego imieniu chciałbym przeprosić panią za ten wybuch. Mogę poręczyć za lojalność Obrońcy Ludzi i brak jakichkolwiek złych intencji z jego strony.

- Pułkowniku, to nie jest twoja rola. – Przez chwilę przyglądała mu się przenikliwie. – Zapewniam cię, że zgodnie z prawem popartym precedensami Obrońca nie zasłużył na surowszą karę niż grzywna za złamanie rozkazu i brak szacunku wobec przełożonego. Obawiam się, że sytuacja, w której oficer miałby podobną więź z demonem, nigdy dotąd nie zaistniała, a nawet nie została przewidziana przez prawa.

- Dziękuję, pani generał – powiedział z ulgą.

Przez ułamek sekundy wydawało mu się, że nie zrozumiała, za co jest jej wdzięczny, ale jej twarz natychmiast zastygła w pozbawioną emocji maskę.

- Możesz odejść, pułkowniku.

Wstał i zasalutował. Wyszedł, łudząc się nadzieją, że znajdzie Obrońcę w przyległym gabinecie, jednak chłopaka tam nie było. Oparł się o ścianę, by ochłonąć.

~*~


Kolejny rozdział: 23

Tags: Powojenność, rozdział 22
Subscribe

  • Powojenność, rozdział 28

    ~28~ Siedzieli we trójkę w przytulnym mieszkaniu Półksiężyca na piętrze budynku przy kwaterze dowództwa Strażników.…

  • Powojenność, rozdział 27

    ~27~ - Paniczu, już siódma. Proszę panicza, by się obudził. Aleks otworzył oczy. Nad jego głową rozpościerał się ażurowy baldachim…

  • Powojenność, rozdział 26

    ~26~ Noc jako pierwsza dołączyła do Gwiezdnego Blaska w jadalni. Usiadła po jego prawej ręce i zapytała. - Przydzieliłeś Obrońcy Ludzi…

  • Post a new comment

    Error

    default userpic

    Your reply will be screened

    Your IP address will be recorded 

    When you submit the form an invisible reCAPTCHA check will be performed.
    You must follow the Privacy Policy and Google Terms of use.
  • 0 comments