Douma (alqualaure) wrote,
Douma
alqualaure

  • Location:
  • Mood:
  • Music:

Powojenność, rozdział 20

Przeżyłyśmy Srebrną Górę, uratowałyśmy świat, teraz czas na wskrzeszenie Powojenności.


~20~
Piorun długo się wahał, czy powinien pytać Białą Noc o radę. Wciąż uznawał ją za kogoś w rodzaju mentora, a już na pewno za dowódcę i bardzo cenił jej zdanie, jednak wiedział doskonale, że nie należała do osób, które pozwalają na użalanie się. Problem, z którym chciał się do niej udać, dotyczył tylko i wyłącznie Lekkiej Piechoty. Mógł pójść do chociażby Jaśmina, który chętniej by go wysłuchał, jednak przeczuwał, że stary generał nie pomoże mu w ogarnięciu wszystkiego za pomocą jasnych argumentów. Tak więc padło na Białą Noc.
- Pani generał, chciałbym poprosić panią o radę – powiedział, zamykając za sobą drzwi jej gabinetu. Przelotnie dostrzegł pokrzepiający uśmiech Obrońcy Ludzi z sąsiedniego pomieszczenia.
Noc oparła łokcie na blacie i splotła palce. Piorun zerknął w bok.
- W jakiej sprawie?
- Wielu z moich oficerów chce zrezygnować ze służby, to znaczy, pójść na długotrwałe zwolnienia. Wszyscy mają do tego prawo, odsłużyli swoje, ale nie chcę stracić połowy kadry. 
- Czego ode mnie oczekujesz?
- Jak mogę im odmówić? Co w ogóle pani radzi mi zrobić?
Mężczyznę coraz bardziej denerwowało to, że nie mógł niczego wyczytać z jej miny.
- Decyzja należy do nich, Szklany Piorunie, nie powinieneś ich przekonywać – powiedziała powoli Noc. – Możesz natomiast odmówić ich podaniom pod pretekstem konieczności utrzymania minimalnej kadry, przynajmniej do czasu naboru absolwentów Akademii. To raczej dość oczywiste rozwiązanie.
- Piechota to zgrana dywizja, nawet bez generała radzili sobie świetnie. Jeśli odejdą, to przepadnie, zresztą nie mogę dać żółtodziobom dowództwa.
- To nie jest wystarczający powód, Piorunie. Chorążowie po czterech latach doskonalących mają odpowiednie wykształcenie, by zostać młodszymi oficerami. 
- Pani generał, mam na myśli pięciu pułkowników i siedmiu adiutantów pułkowników. Wszystkich poza Deszczowym Szkiełkiem, która nawet o tym nie myślała, ponieważ nie ma pułkownika. Jak mogę im odmówić?
- Nie widzę powodu, by to robić. Nie ma różnicy między niedoświadczonym dowódcą a takim, który nie radzi sobie z odpowiedzialnością.
- Pani generał, oni chcą, by im odmówić! – dobiegł ich zza drzwi głos jej adiutanta.
Piorun spiął się, wiedząc, że przyjaciela czeka surowa nagana. Noc zmarszczyła brwi. 
- Dobre wychowanie nie zezwala na podsłuchiwanie cudzych rozmów, chłopcze.
Aleks stanął w drzwiach z plikiem papierów w rękach.
- Dlatego się przyznaję, że i tak wszystko słyszałem. Oni chcą, żeby im odmówić – powtórzył.
- Z czego wyciągasz tak absurdalny wniosek?
Aleks załamałby ręce, gdyby nie groziło to upuszczeniem dokumentów. Podszedł do biurka i swobodnie oparł się o krawędź.
- Bo oni stracili wiarę w siebie i uważają, że są nic niewarci. Jeśli ich generał pozwoli im odejść, tylko się w tym utwierdzą. Jeśli odmówi, pokaże im, że są do czegoś potrzebni i chce ich zatrzymać.
- Chcesz powiedzieć, że testują własnego dowódcę?
- Tak. Może nie do końca świadomie, ale tak.
- To niedopuszczalne.
- Oni są zbyt zdesperowani, by się tym przejmować. 
- Rozwiń.
- Niedawno zamieniłem kilka słów z którymś bodajże kapitanem z Piechoty. Bał się mnie. Bał się popatrzeć mi w oczy, odezwać się głośniej niż szeptem czy wyrazić własne zdanie. On praktycznie nie miał własnego zdania. Nie chciał pełnić dalej służby. Nie wiem, co Zdrajca naopowiadał tym ludziom, ale naprawdę ich skrzywdził.
- Jeśli nie radzą sobie z odpowiedzialnością, powinni zostać usunięci z kadry – powtórzyła Noc.
Obrońca popatrzył na nią wymownie.
- Pani generał – odezwał się Piorun. – Zgadzam się z panią, ale nie mam kogo awansować na ich stanowiska. Nie mogę się zgodzić na zwolnienia.
- Za sześć tygodni zakończy się rok akademicki. Do tego czasu masz obowiązek wybrać kandydatów na członków twojej dywizji, w tym na oficerów. Ufam, że nie będzie problemu z oddaleniem obecnych oficerów, kiedy nowi zostaną przyjęci. Poza tym w innych dywizjach z łatwością znajdziesz oficerów, którzy zasłużyli na awans, i sugeruję, byś zwrócił na nich uwagę. Doprawdy, nie widzę tu żadnego problemu.
Nie widzisz, tak? Aleks zacisnął zęby, powstrzymując się od komentarza. 
- Sądziłem, że podchorążych po trzecim roku doskonalącym przyjmuje się na dwumiesięczny okres próbny – powiedział ostrożnie Piorun. – Co potem?
- Wiesz, ilu kandydatów w zeszłym roku przyjął generał Zwierciadło Prawdy?
Piorun skrzywił się. 
- Nie mam pojęcia. Wiele papierów po Zdrajcy tak czy inaczej przepadło.
Noc uniosła sceptycznie brew.
- Dlaczego do tej pory tego nie zgłosiłeś?
- Najważniejsze dokumenty są. Jest mnóstwo papierów z dziwnymi zapiskami. W archiwum znalazłem teczkę, która wygląda na profile podchorążych, ale nie sposób się doczytać, którzy z nich zostali przyjęci, pomijając już to, ilu po wojnie zechce dołączyć. Pracujemy nad tym, pani generał.
- Co nazywasz dziwnymi zapiskami?
- Niezrozumiały dla mnie alfabet, pani generał.
Skinęła głową.
- Chcę je zobaczyć. Przypominam ci też, że sześć tygodni to wbrew pozorom niedużo czasu.
- Tak jest.
- Tego nie będzie gdzieś w archiwach Akademii? – spytał Aleks.
Piorun pokręcił głową. 
- Nie mam pojęcia. Nawet o tym nie pomyślałem.
Chłopak popatrzył na przyjaciela ze współczuciem. Zastanawiał się, kiedy obowiązki zaczną go przerastać, i chyba właśnie to nastąpiło.
- Piorunie – odezwała się Noc. – Spośród podchorążych, którzy nie otrzymali w zeszłym roku stażu, Lotni i Siły Specjalne mają zwyczaj wybierać sobie podoficerów. Choć teoretycznie mamy do tego pierwszeństwo przed Lekką Piechotą, w tej sytuacji jest dobry powód, by pierwszeństwa ci ustąpić. Czy to cię satysfakcjonuje?
- Jak najbardziej, pani generał!
Piorun już się zbierał, by wstać, kiedy Aleks się odezwał:
- Zaczekaj. Zanim podpiszesz zgodę na te zwolnienia, porozmawiaj z tymi ludźmi i dowiedz się, dlaczego tak naprawdę chcą odejść, co? Może ich przekonasz.
- Nie mogę ich na siłę przekonywać.
- Nie na siłę. Po prostu pogadaj z nimi. Dowiedz się, którzy naprawdę chcą odejść, a którzy wciąż mają nadzieję na coś. Cokolwiek.
Piorun westchnął.
- Wolę nie próbować. 
- Dlaczego? Co ci szkodzi? Nawet ja rozumiem, że doświadczeni oficerowie więcej znaczą od nieopierzonych absolwentów Akademii. Młodym szeregowi nie zaufają, a ich morale też jest bardzo marne.
- Obrońco, Zdrajca tak robił. Nie chcę się do niego upodabniać.
Aleks odchylił się do tyłu, jakby te słowa go uderzyły.
- Ty nigdy nie będziesz do niego podobny! Mówiłem, żebyś porozmawiał z nim jako ty, w swoim stylu – wyjaśnił ostrożnie.
- A może ty to zrobisz, co?
- Dlaczego? – szczerze się zdziwił. – Przecież to ty jesteś ich dowódcą, oni potrzebują ciebie, ja im nie jestem w stanie pomóc.
- Najwyraźniej chcesz, żebym porozmawiał z nimi w twoim stylu. Nie jestem tobą, Obrońco Ludzi, nie potrafię pociągnąć za sobą tłumów.
- Wierzę, że by ci się udało, gdybyś spróbował. A jeśli przekonasz tylko kilku, to i tak więcej niż nic. – Tyle że pozostałych skrzywdzisz jeszcze bardziej. 
- A jeśli zrażą się na samą myśl o rozmowie z dowódcą? Wiesz, przez co przeszli? Kryształ mi mówił.
Aleks odwrócił wzrok.
- Obrońca przedstawił logiczne argumenty – odezwała się Noc.
- Pani generał, ryzykuję ich zdrowie psychiczne, czego nie mogę sobie wybaczyć. Już teraz boją się własnego cienia – stwierdził ostrożnie Piorun.
- Ci, którzy nie zmienią decyzji, i tak powinni odejść, gdyż dadzą dowód, że nie nadają się na piastowane stanowiska. Odnoszę wrażenie, że sprawa jest warta ryzyka, gdyż żołnierze chętniej podążą za rozkazami dowódców, których znają od lat. Nie powinieneś zaprzątać sobie myśli tymi pierwszymi.
- Zgadza się, pani generał. Zrobię, co w mojej mocy. Jutro przyślę zapiski Zdrajcy.
Piorun pożegnał się i wyszedł. Aleks powiódł za nim smętnym wzrokiem. Kiedy zerknął na Noc, ta przyglądała się mu, marszcząc lekko brwi.
- Pani generał, czasami jesteś zbyt surowa – stwierdził lekko. – Ci ludzie potrzebują wsparcia, nie można ich tak po prostu wyrzucić.
- Nie powinieneś krytykować osób bardziej doświadczonych od ciebie, chłopcze. Służba wojskowa nie pozwala na sentymenty. 
- I nic cię nie obchodzi, że starzy, doświadczeni oficerowie odejdą z wojska?
- Boleję nad tym, że środki włożone w ich wyszkolenie pójdą na marne.
Aleks stanął naprzeciwko niej i pochylił się, opierając ręce na blacie.
- To są ludzie, Noc! Nie możesz ich traktować jak bydła. Każdy Wojownik to myśląca, czująca osoba!
- Obrońco Ludzi, nie życzę sobie więcej słyszeć tego tonu. – Temperatura w pomieszczeniu spadła. Opanował się. 
- Przepraszam.
- Nie życzę sobie również, byś mnie więcej przepraszał.
- Co?
Noc popatrzyła na niego wzrokiem zarezerwowanym dla najpaskudniejszych karaluchów.
- Postępuj tak, bym nie musiała więcej słuchać twoich przeprosin.
Chłopak westchnął. Wracając do swojego biurka, obiecał sobie, że więcej nie będzie się wtrącał.
Aleks się nudził. Noc często zostawiała go w biurze, sama znikając na różne spotkania. Tym razem chyba zbierali się wszyscy pułkownicy Lotnych, jak co dwa tygodnie. Chłopak już dawno się w tym pogubił i był wdzięczny pani generał, że na początku każdego tygodnia przygotowywała dla niego rozpiskę wszystkich zebrań, za którymi szczerze nie przepadał. Robota papierkowa mogła być żmudna, ale z pewnością przyjemniejsza.
Księgowość załatwił poprzedniego dnia, teraz zajmował się raportami przesyłanymi przez pozostałe dywizje. Póki co nic nie zwróciło jego uwagi. Powoli zaczynał się irytować. To prawda, że ataki przerośniętych demonów ustały, odkąd otrzymano pozwolenia na użycie blokad, ale przecież musiało się dziać coś jeszcze. Od jakiegoś czasu dostawali suche, schematyczne i kompletnie nieciekawe świstki.  Z drugiej strony pamiętał, jak obszerne raporty kazała mu pisać Noc po akcjach, w których brał udział. Teraz przeglądał okrojone przez archiwistów notki. To z pewnością oszczędzało czas; czytanie stronicowych opisów zajęłoby wieki, a tak wystarczyło mu rzucić okiem na liczbę demonów, miejsce akcji i uwagi.  Uwagi bywały ciekawe. Czasem dotyczyły sprzętu i protokołów, te najwyraźniej były zawarte w oryginalnych raportach. Inne były na nie odpowiedzią lub uszczypliwym komentarzem dodanym przez archiwistów. Chorążowie tam pracujący musieli się piekielnie nudzić.
Aleks nie rozumiał, dlaczego musiał to przeglądać. Owszem, Noc twierdziła, że potrzebuje pełnego obrazu sytuacji, by móc decydować o optymalnych posunięciach w najbliższej przyszłości, w końcu to należało do jej obowiązków jako naczelnego stratega. Jak chce, to niech ma, ale w takim razie sama powinna się tym zająć, a nie kazać chłopakowi streszczać to jeszcze bardziej. Ciągle miał wrażenie, że umyka mu coś ważnego, czego ona może potrzebować. 
Skończył plik otrzymany od Lekkiej Piechoty, najokazalszy ze wszystkich, i zaczął grzebać w szufladach w poszukiwaniu pieczęci i laku. Powinien to odesłać z powrotem z adnotacją, że zrobiono z tego użytek.
- Panie adiutancie generała.
Zajęty pracą, nie zauważył, że do gabinetu wszedł Posłaniec. Aleks odgarnął wpadającą do oczu grzywkę i wyprostował się.
- Przepraszam, zagapiłem się. O co chodzi?
- Przesyłka dla pani generał Białej Nocy – oświadczył Posłaniec formalnie. Był całkiem młody, o krótkich włosach, które tylko podkreślały jego odstające uszy. Na guzikach kurtki lśniły czteroramienne gwiazdki kapitana. Aleksowi coś podpowiadało, że bardzo niedawno je otrzymał.
- Dobra, zostaw ją tu. – Machnął ręką w stronę stolika w kącie. – Nocy nie ma.
Posłaniec stropił się, obracając w rękach grubą paczkę, która z trudem zmieściłaby się do jego torby.
- Mam rozkaz doręczyć ją osobiście, panie adiutancie.
Aleks jeszcze raz machnął ręką w kierunku stolika i foteli, co mężczyzna zignorował.
- To zaczekaj. Noc zaraz wróci, przynajmniej powinna. – Chłopak znalazł lak i nadtopił go własną energią. Zakleił paczkę i odcisnął pieczęć Lotnych przedstawiającą stylizowanego ptaka drapieżnego. – Co to za przesyłka?
- Ma status generalski, nie mam prawa nawet o niej dyskutować.
- Co to za status?
Posłaniec popatrzył na niego z zaskoczeniem. Aleks zachęcił go wzrokiem.
- Status generalski to drugi najwyższy stopień tajności, pomijając specyficzne rozkazy. Sprowadza się do tego, że to przesyłka od generała do generała i nikt inny nie ma prawa naruszyć pieczęci. Do tego dochodzą drobne szczegóły, jak dostarczenie do rąk własnych i potwierdzenie dostarczenia u nadawcy.
- Nieźle. To jak wygląda ten najtajniejszy?
Mężczyzna uśmiechnął się.
- Status marszałkowski, każdy Posłaniec marzy o dostarczeniu takiej. Znam protokół: dostaje się torbę zawierającą przesyłkę i kilka innych przedmiotów, by utrudnić określenie kształtu i ciężaru. Nie można się kontaktować z nikim do momentu dostarczenia przesyłki do adresata, bez świadków, a po wykonaniu zadania nie można o nim nigdy wspominać.
- Co się tak przesyła? – zdziwił się chłopak.
- Nie wiemy, nie mamy prawa wiedzieć. Ale, panie adiutancie, to zawsze oznacza ciekawe czasy.
Aleks wyszczerzył zęby, przyglądając się przesyłce, którą Posłaniec oparł na jego biurku. Na pieczęci widniały dwa skrzyżowane miecze, oznaczające Lekką Piechotę.
- Mówiłeś, że masz pokwitować dostarczenie, więc wrócisz do Szklanego Pioruna, tak? – Posłaniec spiął się, otwierając szeroko oczy ze strachu. Nerwowo szukał w minie starszego oficera… czego? Dopiero po chwili Aleks przypomniał sobie, że mężczyzna przecież tak bardzo się starał nie wymienić imienia nadawcy. – Nie przejmuj się, Noc mi mówiła, że przyjdzie ta przesyłka, zresztą widzę pieczęć. – Posłaniec nerwowo odwrócił paczkę, by zakryć nieszczęsny symbol. Chłopak westchnął. – Chciałem tylko spytać, czy możesz przy okazji wziąć te raporty do archiwum Lekkiej Piechoty, nic więcej – powiedział na swoje usprawiedliwienie.
Posłaniec odetchnął z ulgą.
- Z przyjemnością, panie adiutancie. Przesyłka sztabowa?
- Tak. To nie będzie problemem?
- Żadnym.
Posłaniec schował plik dokumentów do torby, po czym zaczął przeglądać jej zawartość. Aleks ogarnął nieco bałagan na biurku. Kiedy zza drzwi dobiegły ich stłumione głosy, Posłaniec wyprostował się i chwycił przesyłkę, po czym zaczął obracać ją nerwowo w rękach. Aleks również wstał, pamiętając, co Noc mówiła o dawaniu przykładu osobom młodszym stopniem.
Generał weszła w towarzystwie Bursztynowego Płomienia, wyraźnie zajęta dyskusją. Na widok Posłańca dała pułkownikowi znak, by poczekał. Kapitan stanął przed nią i zasalutował.
- Przesyłka dla pani generał Białej Nocy – oświadczył formalnie, choć jego głos drżał lekko.
- Status? – spytała, przyjmując paczkę.
- Generalski.
Ledwo rzuciła okiem na pieczęć, zwróciła się do pułkownika.
- Płomieniu, czy masz zaplanowane zajęcia na najbliższe dwie godziny?
Mężczyzna zmierzył wzrokiem paczkę.
- Nie jest to nic niecierpiącego zwłoki, pani generał.
- Bardzo dobrze, zaczekaj w moim gabinecie.
Pułkownik zasalutował i spełnił rozkaz jak maszyna. Posłaniec również pożegnał się i zniknął za drzwiami. Aleks odgarnął włosy z czoła.
- To ta przesyłka od Pioruna? – Noc zmarszczyła brwi. – Posłaniec wyjaśnił mi status, ale nic poza tym.
- Zgodnie z protokołem, o czym powinieneś wiedzieć.
- Tak, więc? To to?
- To nie powinno cię interesować.
- Sama mówiłaś, żebym poznał twoje obowiązki równie dobrze jak swoje. Jeśli to są te notatki Zdrajcy, to po co te wszystkie zabezpieczenia?
- Być może posłużą za dowody przeciwko niemu.
- A. Jasne. – Rzeczywiście mógł się domyślić. – To powodzenia, pani generał.
Już miała się odwrócić, kiedy wyraźnie coś sobie przypomniała.
- Przy okazji chciałabym ci przypomnieć, że o ile zasady dotyczące munduru nie są zbyt surowe, to istnieje bezwzględny nakaz utrzymania takiej fryzury, by włosy nie wpadały do oczu i ust.
- To znaczy, że co?
Zmrużyła groźnie oczy, jakby chciała powiedzieć „domyśl się”.
- Możesz ściąć włosy lub je spiąć czy związać. Masz wolny wybór.
Przewrócił oczami, czego już nie dostrzegła. 
Noc weszła do gabinetu i zasunęła za sobą drzwi. Pułkownik siedział przed jej biurkiem, opierając brodę na dłoni. Kobieta usiadła naprzeciwko niego i położyła przesyłkę na blacie, po czym na jego oczach złamała pieczęć. Płomień uniósł brwi w uprzejmym zdziwieniu.
- Generał Szklany Piorun przesłał notatki Zdrajcy, których nie był w stanie odczytać. Podejrzewam, że są zapisane Królewskim Pismem.
Płomień sięgnął po pierwszy dokument i rzucił na niego okiem. Zmrużył oczy i zacisnął usta, ale poza tym nie pokazał po sobie niczego.
- Pani podejrzenia są słuszne. Czego pani ode mnie oczekuje? – To pytanie nie brzmiało służalczo czy uprzejmie, wręcz przeciwnie. Noc już dawno zauważyła, że Płomień nie potrzebował starać się o uznanie; każdy nowy członek dywizji mimowolnie okazywał mu respekt. Nawet impertynencki Obrońca Ludzi zwracał się do niego z szacunkiem, jakiego nie okazywał Nocy. Kobieta naprawdę chciałaby wiedzieć, skąd to się bierze, ale nie potrafiła znaleźć żadnego logicznego wytłumaczenia. Bursztynowy Płomień nie potrzebował widowiskowych bitew czy mocy swojego miecza, by to osiągnąć.
- Chcę poznać ich treść – oświadczyła, przesuwając palcem po krawędzi pliku notatek.
- To niemożliwe – odpowiedział po prostu Płomień.
- Chcę, żebyś je odczytał – sprecyzowała.
- Przykro mi, ale nie zrobię tego.
Patrzył jej spokojnie w oczy, jak osoba jej równa, a nie jej podkomendny. To ją irytowało.
- Potrafisz to?
- Oczywiście. Jednak ty, Biała Nocy, nie masz prawa poznać tajemnicy Królewskiego Pisma.
- Nie wymagam, byś zdradził mi jego tajemnicę.
- Moja odpowiedź nadal brzmi tak samo. 
Powstrzymała się przed skrzywieniem ust. Nie chciała powoływać się na przysięgę wojskową, którą mężczyzna złożył, ale nie dał jej wyboru.
- Pułkowniku, przypominam ci o twoim stopniu. 
Oczy Płomienia zabłysły groźnie. Noc, coraz bardziej świadoma swojej porażki, obserwowała, jak jego źrenice rozświetla wewnętrzny blask podobny do odległej błyskawicy pośród burzowych chmur. Kątem oka dostrzegła huczące płomienie, niedające jednak światła ani ciepła, pochłaniające całe otoczenie. Gabinet powoli przestawał istnieć, pozostawała tylko burza i pożar. Noc zamknęła oczy i odetchnęła głęboko, by uspokoić oddech.
- Przysiągłeś posłuszeństwo swoim dowódcom – przypomniała, nie patrząc Płomieniowi w oczy. W uszach wciąż dudniło jej echo gromów.
Kartka trzymana przez pułkownika stanęła w płomieniach. Noc szarpnęła się do tyłu, odruchowo oceniając ryzyko, że ogień przejdzie na inne dokumenty.
- Ty, kobieto, swoim urodzeniem przysięgłaś posłuszeństwo prawu ustanowionemu przez Króla. Żądasz, bym złamał to prawo i zbezcześcił pismo, którym tylko Król i jego potomkowie mogą się posługiwać. Twoich przodków mogły z Królem łączyć więzy przyjaźni, lecz nawet oni nie domagali się tego. Ty, dziecko, żądasz, bym zdradził ci tę tajemnicę?
Noc zwiesiła głowę na piersi, uznając swoją przegraną. Nie było sensu próbować wyjaśnić jej interpretacji prawa, gdyż Płomień nie ustąpiłby jej w żadnym wypadku, skoro powołał się na swoje pochodzenie. Jego głos wciąż huczał jej w głowie. Wystrzegaj się burzy, Panienko, ostrzegał ją Gwiezdny Blask, lecz nigdy nie pomyślała, że zdoła tę burzę wywołać. Płomień nigdy dotąd nie okazał jej zdenerwowania, nawet gdy popełniała błędy. Raczej w spokojnej dyskusji starał się wyjaśnić jej swój punkt widzenia, wciąż traktując ją jak dowódcę, więc założyła, że ten schemat nie ulegnie zmianie. Myliła się. Mogła tylko liczyć na to, że Bursztynowy Płomień, królewski wnuk, który porzucił tytuł i o którym historia zapomniała, nie zmieni przez to swojego nastawienia do niej w przyszłości. Strata tak doskonale wykwalifikowanego pułkownika byłaby niepowetowana. Nie, to nie opłacałoby się żadnemu z nich. 
Kiedy uznała, że iluzje przeminęły na dobre, podniosła wzrok na jego twarz. Jego oczy nadal lśniły ostrzegawczo, ale poza tym wydawał się spokojny. Noc odezwała się z westchnieniem:
- Proszę o wybaczenie, zapomniałam się. 
Płomień zmrużył oczy. Noc popatrzyła na niego pytająco, nie wiedząc, czego jeszcze może od niej oczekiwać. Musiał wiedzieć, o czym pomyślała, bo powiedział:
- Jak rozumiem, wymaganie od pani szczerości nawet po odniesionej przez panią porażce to…
Urwał, kiedy drzwi rozsunęły się gwałtownie.
- Co tu, do jasnej cholery, się dzieje?!
Obrońca stał w progu, gotowy w każdej chwili dobyć miecza. Kryształowy Słowik, który stał tuż za nim, położył mu rękę na ramieniu w uspokajającym geście.
Noc popatrzyła na nich z oburzeniem. Kątem oka dostrzegła, jak płomienie znikają z kartki trzymanej przez pułkownika, a on sam przybiera minę wyrażającą uprzejme zdziwienie. 
- Słyszałem coś jakby grzmoty – wyjaśnił Aleks. – Wasze miecze nie powodują burzy. Poza tym wasza energia się rozszalała. Pan Słowik twierdzi, że to było czuć w Ptaszarni.
- To nie usprawiedliwia twojego bezczelnego zachowania – powiedziała surowo Noc, marszcząc brwi. – Nie życzę sobie, by to się powtórzyło.
- To co, jak zostaniesz zaatakowana przez jakiegoś zmutowanego demona, też mam się nie wtrącać?!
Aleks poczuł, jak lodowaty wiatr rozwiewa mu włosy. Skrzywił się, kiedy grzywka wpadła mu do oczu. Zanim Noc odpowiedziała, odezwał się Płomień. 
- Mocą mojego miecza nie są płomienie same w sobie, lecz iluzje oddziałujące na wszystkie zmysły. Uważam, że jako mój dowódca powinien pan o tym wiedzieć. Proszę przy tym, by zachował pan to w tajemnicy. Wojownicy  z reguły obawiają się tych, którzy potrafią wpływać na ich umysły.
- Oczywiście, nikomu nie powiem. – Poczochrał sobie włosy. Już się trochę uspokoił. – Wiedziałem, że z pana ogniem było coś nie tak.
- Co konkretnie? – Aleks odniósł wrażenie, że po raz pierwszy Płomień nie pytał z czystej uprzejmości. 
- To trudno określić. Może trochę chodzi o to, że napór płomieni nigdy nie jest tak równomierny, a pana są nieco zbyt perfekcyjne.
- Mógłbym spytać, jakie ma pan doświadczenie w tej kwestii?
Aleks popatrzył na niego z wahaniem. 
- Kiedyś wyciągnąłem dzieciaka z płonącego budynku w czasie jednej z tych akcji na północy.
- Proszę zaspokoić moją ciekawość: jak uniknął pan oparzeń?
- Otoczyłem się własną energią. Przez nią czułem napór ognia.
- Z całym szacunkiem, ale czy to nie wymaga naprawdę dużej ilości energii?
- Ogromnej. Dlatego nie wydaje mi się, by ktoś inny był takim idiotą, by próbować to zrobić. – Znów poczochrał sobie włosy. – Sądziłem, że to się panu przyda, nie chciałem… umm…
- Oczywiście. Dziękuję panu za rady. Zdziwiło mnie, że nie wydawał się pan zaskoczony.
- No, nie bardzo. Pan Słowik mi powiedział o swoim mieczu. To u was rodzinne?
- Można tak powiedzieć. 
Noc odchrząknęła. Aleks odwrócił się, ale zobaczył, że to było skierowane do Słowika, nie do nich. Młodszy brat odłożył na biurko notatki, które przeglądał.
- Nadal mnie ciekawi, co wywołało burzę – powiedział lekko.
- Mieliśmy drobne nieporozumienie – odparła Noc, patrząc mu prosto w oczy.
Obrońca przewrócił oczami, podchodząc do jej biurka.
- Tyle wiemy, ale o co wam poszło?
Kobieta zmarszczyła brwi.
- To nie powinno cię interesować, adiutancie.
Chłopak wzruszył ramionami i podniósł pierwszą z brzegu kartkę. Słowik stanął tuż za nim.
- Jak generał Szklany Piorun mógł wejść w posiadanie tych notatek? – spytał Noc. – Uprzejmie panią proszę o odpowiedź.
Aleks odgarnął z czoła włosy. Lodowaty wiatr poderwał z biurka leżące luzem papiery i rozsypał je po podłodze. Obaj adiutanci przycupnęli, by je pozbierać. Chłopak w międzyczasie zdążył przyjrzeć się zapiskom. Na niektórych pojawiały się imiona, które potrafił odczytać, ale zdecydowanie większa część była niezrozumiała. Pismo używane w Zaświatach potrafił odczytać intuicyjnie – podstaw nauczył go ojciec w ramach zabawy, poza tym znaczenie uproszczonych rysunków dało się odgadnąć, a z abstrakcyjnymi symbolami zapoznał go Szmaragdowy Bluszcz. To pismo było inne. Patrząc na nie, Aleks mimowolnie odczuwał niepowiązane, bezsensowne emocje. To było męczące, ale nie potrafił oderwać wzroku od kartki.
Słowik łagodnie wyjął mu ją z rąk i dołożył do pliku, który trzymał.
- Co to za pismo? – spytał chłopak, otrząsając się.
- Zakazane.
Aleks zmarszczył brwi, ale Słowik już się odwrócił. Chłopak z westchnieniem dźwignął się na nogi.
- Adiutancie. – Niechętnie zwrócił się do Nocy. – Skoro upewniłeś się, że żadne wyimaginowane niebezpieczeństwo mi nie grozi, może zechciałbyś opuścić mój gabinet?
Uniósł ręce w obronnym geście. Ton Nocy jeszcze nigdy nie był tak zimny.
- Nie wyżywaj się na mnie, skoro wkurzyłaś się na pana Płomienia. I nie, nie zamierzam wyjść, dopóki nie przeniesiecie się na stadion, bo inaczej ten budynek długo nie postoi.
- Adiutancie. – Noc odetchnęła głębiej. – Te sprawy bynajmniej ciebie nie dotyczą.
- Jak z tych notatek wynika, pani również nie. – Słowik położył stos kartek na biurku. – Nie powinna być pani w ich posiadaniu.
- Chcę poznać ich treść, Kryształowy Słowiku. 
- Dlaczego? – spytał zmęczonym głosem.
- Uważam, że będą stanowiły bardzo istotny dowód przeciwko Zdrajcy, kiedy dojdzie do procesu.
- Tak… - Słowik zacisnął palce na kartce, aż zbielały mu stawy. – To z pewnością byłby silny dowód, lecz pani nie może poznać ich treści.
- Sprzeciwicie się rozkazowi?
- Nie rozkaże nam pani tego. Na tyle, na ile mogę to stwierdzić, te notatki nie zawierają niczego, co mogłaby pani wykorzystać do jakiegokolwiek innego celu, poza obciążeniem Zwierciadła Prawdy. Nie tylko ze względu na Królewskie Pismo nalegam, by pani odpuściła.
- Więc co w nich jest? – spytał niecierpliwie Aleks. – Tak ogólnie. 
- Informacje. Opisy. Spisane największe lęki i pragnienia każdego oficera Lekkiej Piechoty i wielu podoficerów.
- I co to niby ma dać?
- Władzę. Znając ludzkie marzenia, łatwo jest tymi osobami manipulować, dopóki nie staną się fanatycznie oddani – powiedział Słowik bardzo smutno. – Czy mam kontynuować?
Aleks pokręcił głową, przełykając nerwowo. Oficerowie Lekkiej Piechoty. Kryształ. Deszczowe Szkiełko. Ten drań zrobił im pranie mózgu. Obrońca nareszcie zrozumiał nieuzasadnioną niechęć dziewczyny do niego. A Kryształ Górski… To było chore. Po prostu chore.
- Piorun powinien o tym wiedzieć – wykrztusił z trudem.
- Proszę pana, sądzę, że generał Piorun jest tego świadomy – powiedział łagodnie Słowik. – Nie potrzebuje namacalnych dowodów, które tylko by mu pokazały, w jak beznadziejnej sytuacji się znalazł.
- Tak. Jasne. – Aleks ucisnął skronie. Od tej rozmowy i próby odczytania pisma bolała go głowa.
- Czy to panią usatysfakcjonowało? – Słowik zwrócił się do Nocy.
- Będzie musiało – wtrącił się Płomień. – Balansujesz na granicy świętokradztwa, bracie.
Słowik skinął głową.
- Panie adiutancie. – Zaskoczony, Aleks zwrócił się do pułkownika. – Jeśli nie ma pan nic przeciwko, chciałbym zaproponować panu sparring, licząc na kilka bardziej szczegółowych rad.
- Oczywiście – wydusił chłopak
Kiedy liczył na ciekawe czasy, miał na myśli sytuacje nieco mniej skomplikowane, a nieco bardziej emocjonujące. Jak choćby ataki.
Jak na rozkaz, właśnie w tej chwili rozległ się dzwon alarmowy.
~*~
Tags: Powojenność, rozdział 20
Subscribe

  • Powojenność, rozdział 28

    ~28~ Siedzieli we trójkę w przytulnym mieszkaniu Półksiężyca na piętrze budynku przy kwaterze dowództwa Strażników.…

  • Powojenność, rozdział 27

    ~27~ - Paniczu, już siódma. Proszę panicza, by się obudził. Aleks otworzył oczy. Nad jego głową rozpościerał się ażurowy baldachim…

  • Powojenność, rozdział 26

    ~26~ Noc jako pierwsza dołączyła do Gwiezdnego Blaska w jadalni. Usiadła po jego prawej ręce i zapytała. - Przydzieliłeś Obrońcy Ludzi…

  • Post a new comment

    Error

    default userpic

    Your reply will be screened

    Your IP address will be recorded 

    When you submit the form an invisible reCAPTCHA check will be performed.
    You must follow the Privacy Policy and Google Terms of use.
  • 0 comments