Douma (alqualaure) wrote,
Douma
alqualaure

Powojenność, rozdział 26

~26~



Noc jako pierwsza dołączyła do Gwiezdnego Blaska w jadalni. Usiadła po jego prawej ręce i zapytała.
- Przydzieliłeś Obrońcy Ludzi apartament godny księcia. Mogłabym poznać powody?
- Czy nie mogę ugościć syna mojego przyjaciela wedle własnego uznania, moja droga? – odpowiedział łagodnie.
- To prosty chłopiec.
- Jak jego ojciec i ojciec jego ojca. Sądzę, że spodobają mu się motywy ozdób.
Noc nie odpuściła.
- Póki co jest Wojownikiem i tylko Wojownikiem.
Skinął głową.
- Już poczyniłaś kroki, by to zmienić.
Noc zacisnęła usta.
Do jadalni wszedł Półksiężyc, a zaraz po nim Obrońca. Gość zajął miejsce po lewej ręce gospodarza; Strażnik usiadł obok niego.
W retrospekcji Aleks uznał, że sam posiłek nie był aż tak pasjonującym wydarzeniem. To prawda, że potrawy były wyśmienite – tak dobrych pieczeni i wypieków nie jadł nigdy w życiu, choć zauważył, że nie było na stole żadnych egzotycznych składników, choćby owoców morza. Choć nie, zwłaszcza w marchwi duszonej w miodzie dało się wyczuć orientalne przyprawy. W każdym razie kolacja nie była niczym nadzwyczajnym w porównaniu z tym, co nastąpiło potem.
Aleks nie słuchał zbyt uważnie rozmowy sprowadzającej się do opowieści Księżyca o codziennych zdarzeniach w armii i o ich przejażdżce. Kiedy się najadł, zaczął obserwować Gwiezdnego Blaska. Nie wyglądało na to, by słuchał wnuka z czystej uprzejmości. Przykuty do wózka od trzydziestu lat, musiał tęsknić za armią. Przy tym nie radził sobie źle.
- …Jeśli pan adiutant zechciałby mi towarzyszyć, oczywiście.
Aleks poderwał głowę, rumieniąc się.
- Przepraszam, zamyśliłem się – wymamrotał, unikając wzroku zwłaszcza Nocy.
- Chciałbym zamienić z panem adiutantem kilka słów w moim gabinecie – powiedział Gwiezdny Blask bez cienia irytacji.
- Tak, oczywiście.
Stary książę skinął ręką na swoich wnuków. Wstali, Aleks zaraz po nich. Półksiężyc poruszył się, by stanąć za oparciem wózka, ale Gwiezdny Blask powstrzymał go gestem. Strażnik odstąpił, pozostawiając mu pole do manewru. Gwiezdny Blask wytoczył wózek przez salę wejściową do korytarza naprzeciwko. Po drodze Księżyc nachylił się do Obrońcy.
- Dołącz do mnie w bibliotece, kiedy skończycie. To te drzwi na końcu korytarza.
Gabinet księcia znajdował się tuż przed wejściem do biblioteki. Pomieszczenie było dość przestronne, utrzymane w jasnej, błękitno-srebrnej tonacji. Podobnie jak w sali wejściowej i jadalni ściany były pokryte marmurowymi płytami, a wyżej freskami; w głębi stało kilka regałów. Mozaika na podłodze układała się w fantazyjne gwieździste wzory. Książę zatrzymał się za biurkiem ze srebrno-szarego drewna i wskazał chłopakowi krzesło naprzeciwko. Aleks usiadł jak na szpilkach, mając gorącą nadzieję, że rozmowa będzie dotyczyła tylko jego ojca.
- Syn Jesiona – odezwał się cicho Gwiezdny Blask. – Gdyby tylko była taka możliwość, osobiście bym mu pogratulował tak wspaniałego potomka.
Aleks przygryzł wargę.
- Dziękuję panu.
- Przyznaję, że gdy przy naszym rozstaniu życzyłem mu szczęścia, nie liczyłem, że na Drugim Świecie będzie mu się tak dobrze powodziło.
- Pan wiedział…? – Wyrwało się chłopakowi.
- Oczywiście. Sam zasugerowałem takie rozwiązanie.
- Co tak właściwie się wtedy wydarzyło? Bardzo proszę o odpowiedź – dorzucił, przypominając sobie o uprzejmej formułce.
- Dziwi mnie, że pan adiutant nie spytał o to Jesiona.
- Pytałem. Nie odpowiedział.
- Dlaczego pan adiutant sadzi, że ja odpowiem?
Aleks zmieszał się.
- Uznałem, że nic nie szkodzi zapytać.
- Podoba mi się tok myślenia pana adiutanta. Odpowiem na pytanie, choć wcześniej sam spytam o zakres pana wiedzy.
- Nie wiem niczego konkretnego. Tyle że pan, mój ojciec i Czerwcowy Wiatr mieli usunąć jakieś zmutowane demony i coś poszło bardzo nie tak.
- Celne podsumowanie. Dywizja Obronna podała liczbę demonów jako trzy, jednak miejsce od dawna było pod obserwacją. Nie będę wdawał się w techniczne szczegóły. Naszym zadaniem było ustalenie, dlaczego ten punkt jest problematyczny. Na miejscu zastaliśmy budowlę z kamienia i ołowiu, a większa jej część była  skryta pod ziemią. Czy ten opis brzmi znajomo dla pana adiutanta?
Aleks przytaknął.
- Laboratorium Zdrajcy. O tym ojciec w ogóle nie wspomniał.
- Pan adiutant domyśla się również, co zastaliśmy wewnątrz? – Skinął głową. – Bezkształtne, bezcielesne demony, jakich świat dotąd nie widział. Uznaliśmy zgodnie, że trzeba je usunąć, co do jednego. Nie sądziliśmy, by istniały istoty zdolne walczyć z pełnym uwolnieniem. Pomyśleć, że po mileniach walki z tymi abominacjami dałem się zaskoczyć. Jesion rozbił szklany pojemnik, ale nie zdążył zabić demona, zanim ten nie wniknął w jego ciało.
Gwiezdny Blask urwał, przyglądając się uważnie chłopakowi. Ten popatrzył na niego pytająco. Jeszcze nie chciał wyciągać wniosków, wolał wpierw usłyszeć całość. Nie chciał dopuścić myśli, że jego ojciec zabił Czerwcowego Wiatra.
- Pan adiutant nie wydaje się zaskoczony.
Chłopak zacisnął dłonie na podłokietnikach.
- Proszę, niech pan mówi dalej.
Znasz zakończenie, żołnierzyku, zaśmiał się Bezimienny w jego umyśle.
- Kiedy Jesion zrozumiał, co się stało, zdecydował się poświęcić miecz. Eksplozja powinna zabić wszystko, co żywe, w promieniu dwóch wiorst. Oddaliliśmy się Rozmyciem, jednak wybuch nastąpił dużo wcześniej, niż się spodziewaliśmy. Czerwcowy Wiatr zginął, osłaniając mnie przed drzewem wyrwanym przez falę uderzeniową. Uratował mi tym życie. Jesion odnalazł mnie wkrótce potem. Stracił całą energię, za to wciąż mogłem wyczuć demona. Powiedział, bym się nim nie przejmował, demon żywiący się energią umrze z głodu w jego głowie. Otwarłem mu Przejście. Mimo wszystko opętany przez demona nie mógł pozostać w Zaświatach… Panie adiutancie?
Ulga, jaką odczuwał chłopak, była obezwładniająca. Słowa Gwiezdnego Blaska przestały do niego docierać, dopiero tytuł zwrócił jego uwagę.
- T-tak? – wykrztusił.
- Dobrze pan adiutant się czuje?
- Ja… tak, to nic takiego. – Książę patrzył na niego badawczo. – Dziękuję, że mi pan powiedział. Naprawdę panu dziękuję.
- Panie adiutancie – przerwał mu Gwiezdny Blask. – Jeśli pan wie cokolwiek na temat demonów pasożytujących na umyśle, prosiłbym, by pan adiutant podzielił się tym ze mną.
Chłopak poczochrał sobie włosy.
- Pan wie, że z Półksiężycem znaleźliśmy takie samo laboratorium. Tam byłem świadkiem podobnych zdarzeń, tylko ich rezultaty były inne.
- Czy mój wnuk jest wolny od wpływu demona? Bardzo proszę o odpowiedź.
- Tak, on poszedł po pomoc, jak tylko zobaczyliśmy, co tam się dzieje.
- Kto zatem…?
- To był tylko obiekt doświadczalny. Proszę się nie przejmować.
- Pan adiutant nie umie kłamać.
Chłopak opuścił głowę.
Głupiec, orzekł Bezimienny.
- Zresztą energię demona da się wyczuć w energii pana adiutanta. – Aleks zacisnął zęby. – Proszę, by pan adiutant powiedział. – Spojrzenie księcia stwardniało.
- Cieszę się, że demon nie zmusił mojego ojca, by zabił Czerwcowego Wiatra.
- Pan adiutant sądzi, że demony są do tego zdolne?
W milczeniu skinął głową. Czuł mdłości. Jego ojciec znalazł rozwiązanie, pokonał demona w swojej głowie. On nie był w stanie, nie mógł złamać miecza, zabić Wilczycy.
Kryształowy dźwięk dzwonka był prawie bolesny. Aleks poderwał głowę i spiął się. Gwiezdny Blask pewnie wzywał służbę, by oddali go w ręce straży albo poinformowali Dywizję Obronną. Janowiec pojawił się w drzwiach znacznie szybciej, niż chłopak by chciał.
- Przynieś proszę herbatę dla mojego gościa i dla mnie – zadysponował książę.
Herbata. A więc rozmowa jeszcze się nie skończyła. Aleks nie wiedział, czy powinien odczuwać ulgę z tego powodu.
Kiedy drzwi się zamknęły za kamerdynerem, książę powiedział:
- Przykro mi, że pan adiutant był zmuszony oglądać śmierć Szmaragdowego Bluszcza z takiej perspektywy. Proszę przyjąć moje kondolencje.
Aleks wciąż milczał.
- Doprawdy, w płaszczu ciszy panu adiutantowi nie do twarzy.
- …Słucham?
Gwiezdny Blask uśmiechnął się życzliwie, ale nie odpowiedział.
- Co pan ma na myśli? – Aleks uczepił się tego, by zmienić temat.
Przerwało mu wejście Janowca. Służący postawił na biurku srebrną tacę z dwoma szklankami w misternych koszyczkach, cukiernicą, ceramiczną miseczką z miodem, spodkiem z paroma listkami mięty i czymś w rodzaju sosjerki z syropem malinowym. Książę zachęcił chłopaka gestem. Aleks był zły na siebie, że tak łatwo było go obłaskawić, ale naprawdę brakowało mu herbaty.
Kryształowe szklanki były otulone filigranowymi srebrnymi koszyczkami. Wzór na nich przypominał stylizowane kwiaty powoju. Aleks mógł je sobie wyobrazić w gablocie na wystawie na przykład w stołecznym Zamku Królewskim, ale nie w codziennym użytku. Najostrożniej jak potrafił, wrzucił do naparu dwa niewielkie kryształki cukru i wlał odrobinę syropu malinowego. Czuł na sobie spojrzenie Gwiezdnego Blaska. Zamieszał, starając się nie uderzać w ścianki szklanki.
Herbata była aromatyczna, choć niezbyt mocna. Parzona z liści, nie pozostawiała aż tylu paprochów na dnie. Aleks przymknął oczy, rozkoszując się nią. Gwiezdny Blask go nie ponaglał. Posłodził cukrem i dodał listek mięty.
- Intrygują mnie szczegóły dotyczące pasożytniczych demonów i jeśli pan adiutant poczułby się kiedyś na siłach, byłbym niezmiernie wdzięczny, gdyby się nimi podzielił. Nie proszę jednak, by pan adiutant mówił wbrew sobie i nie o tak późnej porze – powiedział książę, obserwując chłopaka. – Czy pan adiutant wciąż chce znać odpowiedź na swoje pytanie?
Aleks wzruszył ramionami.
- To było ciekawe stwierdzenie. Nigdy wcześniej go nie słyszałem.
- Domyślam się, że pan adiutant nie słyszał również baśni o czterech płaszczach? – Aleks pokręcił głową. – To piękna opowieść. Przytoczę ją, za pana pozwoleniem.
Kontynuował, nie czekając na odpowiedź.
Uboga krawcowa chciała sprzedać płaszcz. Proste odzienie nie zwracało niczyjej uwagi, choć kobieta zaklinała się, że płaszcz będzie posiadał dowolne właściwości, o ile nabywca zdoła opisać je jednym słowem. Zainteresowało to bogacza zbierającego takie kurioza. Słowo, które wybrał, to było „piękno”. Kobieta wyhaftowała je starannie, a bogacz założył płaszcz. Ludzie natychmiast zaczęli zwracać uwagę na jego nadprzeciętną urodę, najmodniejszy strój, najczystszy głos. Otaczały go zastępy pochlebców, a bogacza to cieszyło, jednakże podziw wkrótce przerodził się w zawiść. Ci, którzy nazywali się jego przyjaciółmi, zaczęli się od niego odwracać, a bogacz odszedł na Drugi Świat w samotności.
Złodziej plądrujący jego dom znalazł nadpalone resztki płaszcza i prawie nieczytelną notkę o jego pochodzeniu. Odnalazł krawcową i zażądał uszycia takiego samego stroju. Kobieta wypełniła zamówienie, na plecach haftując słowo „cień”. Od tej pory złodzieja zawsze skrywały cienie tak gęste, że ludzkie oko nie mogło go dostrzec. To dało mu możliwości, o jakich wcześniej nie śnił. Kradł nie tylko kosztowności, ale też sekrety. Pewność siebie i zachłanność doprowadziła go do zguby, gdy podczas sprowokowanej przez niego strzelaniny zraniła go śmiertelnie zabłąkana kula, a nikt nie dostrzegł, że potrzebował pomocy.
O wyczynach złodzieja usłyszał mędrzec. On również odszukał krawcową i zamówił płaszcz ze słowem „cisza”, by mógł słuchać i obserwować, samemu nie zagłuszając płynącej z tego nauki. Tak też mędrzec wędrował po świecie, słuchając i spisując zasłyszane mądrości, lecz nigdy się nie odzywał. Księgi swoje zamykał w wieży, gdyż były dla niego cenniejsze niż wszystko inne. I tak do końca swoich dni milczał, a jego dzieła się pomnażały. Kiedy odszedł, jego bibliotekę odkryto i okrzyknięto skarbem ludzkości. Wielu studiowało księgi, zachwycając się ich treścią, lecz tylko prosty młodzieniec spytał, co natchnęło mędrca.
Odnalazł krawcową, starą, już prawie ślepą kobietę i poprosił o uszycie płaszcza. Długo zastanawiał się nad słowem. W końcu zdecydował się na „dobro”, jednak krawcowa nie znała symbolu, by je zapisać. To stropiło młodzieńca, ale nie na długo. Poprosił ją, by wyhaftowała otwarte dłonie. Krawcowa się wahała, w końcu to nie było słowo, na co młodzieniec odparł: „nie potrzebuję być postrzeganym jako dobra osoba ani też zmuszanym do czynienia dobra. Wystarczy, że będę pamiętał, czym ono jest.”
Gwiezdny Blask urwał i przez dłuższą chwilę panowała cisza.
- To piękna baśń – odezwał się chłopak.
- Baśń… niektórzy twierdzą, że Król nosił płaszcz z symbolem otwartych dłoni, zanim zamieszkał w Pałacu w Chmurach i na jego pieczęci pojawiło się Słońce.
- Naprawdę?
Gwiezdny Blask uśmiechnął się tajemniczo. Aleks przypomniał sobie, co Półksiężyc mówił o pegazie. Powstrzymał się od chichotu.
- Jednak nie mogę się nie zastanawiać, jakie słowo pan adiutant by wybrał – powiedział książę.
Aleks zamyślił się. Idea ostatniego płaszcza rzeczywiście była piękna, ale w piśmie Krainy Zachodnich Wzgórz naprawdę nie było jednego symbolu na „dobro”. Była „prawość”, „życzliwość”, ale to wszystko były aspekty jednego. Zresztą taki płaszcz nic nie robił, tylko przypominał.
- „Ciepło”. I oddałbym go starej krawcowej – odpowiedział.
Gwiezdny Blask milczał. Aleks uznał, że nawet jeśli odpowiedź nie była całkowicie prawidłowa, przynajmniej mówił szczerze. Książę wciąż milczał. To zaczynało być niepokojące. Chłopak chciał go ponaglić, tylko jak mógł to zrobić uprzejmie? Przypomniał sobie, co mówił Półksiężyc. „Mój panie”? To brzmiało jak z marnej powieści fantasy. „Wasza książęca mość” miało być tylko na początku. „Proszę pana” – za mało uprzejme.
- Mój książę?
Gwiezdny Blask popatrzył na niego ciepło.
- Co cię niepokoi, Obrońco Ludzi?
- Nie chciałem powiedzieć niczego złego, ja tylko…
- Mówiłeś szczerze.
- Tak.
- Jesteś naprawdę fascynującym młodym człowiekiem. – Aleks jak na komendę się zarumienił. Gwiezdny Blask odchrząknął. – Zanim ta rozmowa dobiegnie końca, mam prośbę do pana adiutanta. To nic wielkiego, ufam, że jej spełnienie nie będzie problematyczne.
- Proszę powiedzieć.
Gwiezdny Blask wyjął z szuflady złożony i zapieczętowany list i podał go chłopakowi. Aleks obrócił go w palcach. Granatowy lak z Księżycem i Gwiazdą, na odwrocie zdanie „do mojego przyjaciela Jesiona.”
- Byłbym wdzięczny za dostarczenie tego listu do rąk własnych.
- Oczywiście. Za tydzień czy dwa planowałem odwiedzić rodzinę, ale jeśli pan chce, mogę wskoczyć na Drugi Świat choćby jutro wieczorem.
- Proszę nie zmieniać planów, to nie jest nagląca sprawa, tylko zwykłe pozdrowienia. – Chłopak jeszcze raz obrócił w palcach list, przyglądając się mu nieufnie. – Oraz oferta protekcji pana adiutanta w Pierwszym Księstwie. Proszę zwrócić na to uwagę Jesiona. O ile nie zaszła radykalna zmiana, z dużym prawdopodobieństwem machnie na to ręką.
- A… co to znaczy? Bardzo proszę o odpowiedź.
- Panuje tu zwyczaj, by syn wyprowadzający się z domu rodzinnego do odległego miasta otrzymywał od ojca list polecający do krewnego czy przyjaciela rodziny. Taka osoba wsparłaby młodzieńca w razie kłopotów niezależnych od niego, jak choćby wypadek uszczerbek na zdrowiu odniesiony w skutek wypadku, rabunek, utrata dachu nad głową.
Ubezpieczenie. A więc tak wyglądał tu system ubezpieczeniowy. Aleks miał ochotę parsknąć śmiechem.
- Co się dzieje, jeśli ktoś nie ma znajomych w miejscu, do którego się wyprowadza? – spytał.
- Istnieją osoby przeważnie pracujące dla banków publicznych, którzy za opłatą podpisują umowę, w której obowiązują się udzielić takiej pomocy. Oczywiście w przypadku pana adiutanta to nie jest problemem. Pomijając liczne grono przyjaciół Jesiona, należy pan do armii, a ta zapewni panu opiekę zdrowotną i prawną, jak i zaspokoi wszystkie podstawowe potrzeby. Osobiście uważam, że mimo wszystko jest pan narażony na ryzyko poza armią. Ryzyko znikome, ale wciąż prawdziwe.
- Dlaczego? – wyrwało się Aleksowi.
- Obecna sytuacja polityczna jest niestabilna, a i pochodzenie pana adiutanta ma spore znaczenie.
- Starałem się je ukrywać.
- Nie jest trudno się domyślić.
- Pani generał powiedziała to samo. Ja… naprawdę panu dziękuję za tę propozycję, ale nie chciałbym sprawiać problemu.
- To nie jest żaden problem. Prawdopodobieństwo, że ktoś spróbuje panu zaszkodzić, jest naprawdę niewielkie, jednak gdyby to się zdarzyło, obawiam się, że następstwa tych wypadków mogłyby pana adiutanta przerosnąć. Przyznaję, iż mam nadzieję, że moje imię zniechęci ewentualnych natrętów.
Aleks zacisnął dłonie na podłokietnikach. Musiał przyjąć tę ofertę. Odrzucenie jej byłoby wybitnie nierozsądne, tylko… Rozmawiał z Pierwszym Księciem, Wielkim Wojownikiem, Białym Smokiem, prawą ręką Króla.
- Chciałbym to przedyskutować z ojcem, jeśli można…? Naprawdę nie chcę się mieszać do polityki tutaj, kiedy tak słabo znam Zaświaty.
- To oczywiste. Przypominam też panu adiutantowi, że Biała Noc nie rozkaże panu skontaktowania się z rodziną ani jako książę, ani jako generał, a jej prośbie może pan odmówić.
Gwiezdny Blask dopił herbatę, jakby chciał pokazać, że uważa rozmowę za skończoną. Aleks zerknął smętnie na swoją pustą szklankę. Wypił wszystko, kiedy Gwiezdny Blask opowiadał baśń.
- To była fascynująca rozmowa – powiedział książę. – Pozostaje mi życzyć panu dobrej nocy.
- Tak… dobranoc – odpowiedział odruchowo Aleks. Wstał.
Gwiezdny Blask popchnął wózek w stronę drzwi. Chłopak przepuścił go przodem. Patrząc na jego powolne ruchy, nie mógł powstrzymać pytania:
- Może mógłbym pomóc?
On też był zmęczony. I obolały od jazdy konno. Poszukał wzrokiem zegara. Dochodziło wpół do dwunastej, a on miał jeszcze porozmawiać z Półksiężycem.
Książę skinął głową bez słowa, więc chłopak stanął za wózkiem i popchnął go ostrożnie. Koła obracały się toporniej, niż to z boku wyglądało. Nic dziwnego, że to męczyło Gwiezdnego Blaska. A jednak wciąż zachował siłę jednego z Pierwszych Wielkich Wojowników. Miecz przypięty do oparcia wciąż pulsował jego energią. Rozpraszał Aleksa, chłopak zmuszał się, by patrzeć, gdzie idzie. Z bliska dostrzegł misterne wzory, wyglądające na inkrustowane… światłem. Biały blask naprawdę przebijał się przez fantazyjne zawijasy.
- Proszę, by pan adiutant przeszedł tamtym korytarzem do końca. – Głos księcia wyrwał go z zamyślenia.
Korytarz biegł równolegle do tego, który prowadził do jadalni. Gwiezdny Blask wskazał drzwi na jego końcu.
- Jeśliby pan czegoś potrzebował… - zaoferował Aleks, nie myśląc.
Gwiezdny Blask uśmiechnął się pobłażliwie.
- Nie, ale dziękuję panu adiutantowi. Jestem pewien, że mój wnuk wciąż oczekuje pana w bibliotece.
Aleks skinął głową.
- W takim razie dobranoc.
- Dobranoc panu również.

Biblioteka była z rodzaju tych, które każdego potrafią zamienić w mola książkowego. Wąskie, długie pomieszczenie było jasno oświetlone białym blaskiem kryształów. Regały sięgające od podłogi do sufitu były wypełnione jednakowo oprawionymi książkami. Aleks stanął pośrodku pomieszczenia i rozejrzał się. W sumie do biblioteki prowadziło dwoje drzwi. Nad nimi, przez całą długość ściany, tylko z przerwą na kominek, ciągnęła się drewniana galeryjka, na którą prowadziły spiralne schody na obu jej końcach. Poza tym stały tu przeróżne fotele, stolik do map, sekretarzyk, biurko, jakiś instrument muzyczny, wyglądający jak niskie pianino… Tylko nigdzie nie było widać Półksiężyca. Aleks przyjrzał się instrumentowi. Klapa była podniesiona, ukazując mechanizm. Wyglądało na to, że poruszane klawiszami pałeczki uderzały w kryształowe dzwonki.
Chłopak oderwał wzrok od instrumentu i rozejrzał się ponownie. Strażnika wciąż nie dostrzegł, za to na jednym z foteli stojących przed nierozpalonym kominkiem siedziała Noc, nadal w tej czerwonej sukni. Czytała coś w świetle lampy z kryształów, takich samych, jakich używano choćby w arsenale, by nie rozniecić ognia.
- Pani generał – odezwał się Aleks, salutując.
- Obrońco. – Skinęła mu głową.
Dostrzegł jej badawcze spojrzenie.
- Wszystko w porządku, naprawdę. To tylko… była trudna rozmowa – odpowiedział. – Noc zacisnęła usta. – Książę… wypytywał mnie o Szmaragdowego Bluszcza. Wie pani może, gdzie jest Półksiężyc?
Zamknęła książkę i wskazała mu fotel naprzeciwko siebie. Usiadł ostrożnie, ale obolałe mięśnie i tak dały o sobie znać. Noc popatrzyła na niego pytająco.
- Trzy godziny w siodle to trochę za dużo jak na drugi raz – wyjaśnił.
- Zasugerowałam Półksiężycowi, by udał się na spoczynek. Sądzę, że wasza rozmowa może zaczekać do jutra.
Aleks westchnął cicho. Noc miała rację, ale nie powinna była się wtrącać. Księżyc na pewno nie odebrał tego jako troski.
- Śniadanie zazwyczaj zaczynamy około wpół do dziewiątej, chyba że życzysz sobie zjeść w apartamencie.
- Nie, dołączę do was – zapewnił ją szybko.
- W takim razie służba obudzi cię koło siódmej.
- Dziękuję.
- Chciałabym porozmawiać z tobą prywatnie, powiedzmy w południe w małym pokoju dziennym.
- Gdzie to jest? – wyrwało mu się.
- Obok jadalni.
Odłożyła zamkniętą książkę na podręczny stolik i wstała. On również dźwignął się na nogi.
- Dobrej nocy, adiutancie.
- Dobranoc, pani generał.
Noc ruszyła przodem. Rozeszli się w sali wejściowej. Kobieta zniknęła w korytarzu naprzeciwko. Aleks odprowadził ją wzrokiem. Naprawdę dużo lepiej wyglądała w sukni niż w mundurze. Pozostało mu wrócić do przydzielonej mu sypialni. To był długi dzień. Z westchnieniem pchnął drzwi.
- Obrońco.
Półksiężyc siedział w jednym z foteli przed kominkiem. Na widok chłopaka wstał.
- Przepraszam, że nie czekałem w bibliotece – powiedział na powitanie. – Moja siostra kazała mi wyjść.
Aleks popatrzył na niego wymownie.
- Zasugerowała – poprawił go.
Księżyc uśmiechnął się krzywo.
- Nie chciała, bym był świadkiem waszej rozmowy. Nie będę pytał. Chciałem tylko spytać, co chcesz robić jutro?
- Do południa nie mam planów.
Księżyc wyglądał na zaskoczonego.
- A po południu?
- Muszę porozmawiać z panią generał. Poza tym kiedyś trzeba wrócić do Czerwonego Miasta.
- Chciałem pokazać ci okolicę. Moglibyśmy przejechać się po parku, jeśli będzie ładna pogoda.
Chłopak skrzywił się.
- Perspektywa trzech godzin w siodle, by wrócić, trochę mnie zniechęciła. Przepraszam.
- Głównym traktem jedzie się co najwyżej dwie.
- Nadal…
- Dobrze, dobrze. Powinieneś zobaczyć przynajmniej Smocze Drzewo.
Aleks nie pytał. Nie miał siły.
- Księżyc, jutro. Proszę. Ledwo stoję na nogach.
Strażnik wyglądał na rozbawionego.
- Tak, śmiej się do woli – powiedział kwaśno Aleks. – Jak wpadniesz na Ziemię, obiecuję ci, wytrzasnę skądś drugi rower i zrobimy sobie taką samą przejażdżkę. Zobaczymy, co powiesz.
Mina Księżycowi zrzedła. Aleks parsknął śmiechem. Strażnik nie ciągnął rozmowy. Pożegnał się, zostawiając chłopaka samego.

~~~~~~~~~~~~~~~~

Kolejny rozdział: 27
Tags: Powojenność, rozdział 26
Subscribe

  • Powojenność, rozdział 28

    ~28~ Siedzieli we trójkę w przytulnym mieszkaniu Półksiężyca na piętrze budynku przy kwaterze dowództwa Strażników.…

  • Powojenność, rozdział 27

    ~27~ - Paniczu, już siódma. Proszę panicza, by się obudził. Aleks otworzył oczy. Nad jego głową rozpościerał się ażurowy baldachim…

  • Powojenność, rozdział 25

    ~25~ Odwiązali konie, a Księżyc otrzepał pelerynę i zarzucił ją na ramiona. Zaciskając Obłokowi popręg, spytał: - Na pewno nie odważysz się…

  • Post a new comment

    Error

    default userpic

    Your reply will be screened

    Your IP address will be recorded 

    When you submit the form an invisible reCAPTCHA check will be performed.
    You must follow the Privacy Policy and Google Terms of use.
  • 0 comments